Kryzys w polskiej firmie często zaczyna się od samotnej walki lidera. Przedsiębiorcy długo próbują rozwiązać problemy własnymi siłami, a po profesjonalną pomoc sięgają dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się naprawdę poważna.
Jak wynika z badania „Polski przedsiębiorca w kryzysie”, przeprowadzonego wśród członków zarządów, dyrektorów oraz właścicieli firm przez kancelarię HDRU, polski model przywództwa jest silnie skoncentrowany wokół osoby zarządzającego. Aż 71,2 proc. respondentów uważa, że bez ich osobistej kontroli firma nie byłaby w stanie funkcjonować prawidłowo. Tylko blisko co dziesiąty menedżer nie zgadza się z tym stwierdzeniem.
Jednocześnie pierwszą reakcją na problemy przedsiębiorstwa jest niemal zawsze działanie podejmowane wewnątrz organizacji.
W efekcie niemal wszystkie działania podejmowane w sytuacji kryzysowej pozostają pod bezpośrednią kontrolą zarządzającego.
- Po raz pierwszy mamy twarde dane pokazujące, że odkładanie momentu sięgnięcia po pomoc nie jest przypadkiem, ale efektem określonego modelu zarządzania. Polski przedsiębiorca bardzo często traktuje problem firmy jako sprawę, którą powinien rozwiązać samodzielnie, bez ujawniania słabości i bez angażowania osób z zewnątrz. To podejście powoduje, że kryzys rozwija się dłużej, a możliwości jego rozwiązania stają się coraz bardziej ograniczone – mówi Mateusz Haśkiewicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny, radca prawny i współzałożyciel HDRU.
Im wyżej w hierarchii, tym większa samotność. Liderzy zostają sami z problemamiPolscy przedsiębiorcy często pozostają sami ze swoimi problemami.
W segmencie małych firm odsetek ten rośnie do 22 proc. Ale problem nie dotyczy wyłącznie małych organizacji. W dużych przedsiębiorstwach odsetek osób deklarujących trudność w mówieniu o problemach firmy jest najwyższy i sięga 38 proc.
- W debacie o kondycji polskich przedsiębiorstw dużo mówi się o finansowaniu, regulacjach czy sytuacji makroekonomicznej. Tymczasem wyniki badania pokazują, że równie istotnym problemem jest samotność decyzyjna liderów. Zarządzający bardzo często pozostają sami z problemem i zbyt długo próbują rozwiązać go we własnym zakresie. W praktyce oznacza to, że po profesjonalne wsparcie sięgają dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się krytyczna - mówi Mateusz Haśkiewicz.
Samotność towarzyszy liderom od zawsze. Psycholożka biznesu Małgorzata Czernecka, założycielka firmy Human Power, uważa, że wynika to z przekonania samych menedżerów, że za wszystko są odpowiedzialni i to na ich barkach spoczywa samodzielne rozwiązywanie problemów oraz wspieranie pracowników w realizacji zadań.
- To liderzy z reguły zarządzają kluczowymi informacjami, biorąc na siebie ciężar zweryfikowania ich i przedstawienia do zespołów w zrozumiały sposób wraz z uzasadnieniem - nawet jeśli informacje dotyczą zmian organizacyjnych, które pozostają poza autonomicznym działaniem liderów i przez nich samych mogą być postrzegane jako dyskusyjne. Zwykle ten proces selekcji informacji i tworzenia optymalnych komunikatów jest dokonywany przez liderów w sposób indywidualny, bez niczyjego wsparcia. Liderzy widzą i wiedzą więcej niż ich pracownicy, a częścią informacji po prostu nie mogą się podzielić - komentuje w rozmowie z PulsHR Małgorzata Czernecka.
Jak dodaje, w firmach jest niewiele działań czy inicjatyw, które wspierałyby integrowanie i łączenie liderów, tak aby mogli inspirować się nawzajem w procesie podejmowania trudnych decyzji i rozwiązywania bieżących problemów.
- Liderzy często także nie czują się komfortowo z perspektywą konsultowania rozwiązań dla sytuacji, z którymi mają do czynienia pierwszy raz. Oczywiście w niektórych firmach możemy zaobserwować sprawne funkcjonowanie grup roboczych, w ramach których liderzy znają się dobrze, ufają sobie, lubią się i mają otwartość na dzielenie się swoimi problemami oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytania, które stanowią niewiadomą - ocenia Czernecka.
Świadomi odpowiedzialności, nieświadomi ryzyka. Paradoks polskich przedsiębiorcówJednym z najbardziej zaskakujących wniosków raportu jest rozbieżność pomiędzy deklarowaną świadomością prawną a rzeczywistą wiedzą przedsiębiorców.
- To jeden z największych paradoksów ujawnionych przez nasze badanie. Z jednej strony przedsiębiorcy deklarują wysoką świadomość ryzyka prawnego, z drugiej – funkcjonują w oparciu o błędne przekonania dotyczące bezpieczeństwa prowadzenia biznesu i możliwości ochrony przed kryzysem. To pokazuje, że w polskim biznesie nadal potrzebujemy edukacji dotyczącej zarządzania kryzysowego i odpowiedzialności zarządów – mówi Mateusz Haśkiewicz.
Upadek jednej firmy może uruchomić efekt dominaZdaniem autorów raportu późne reagowanie na problemy przedsiębiorstw ma konsekwencje wykraczające poza pojedyncze firmy. Oznacza większe ryzyko niewypłacalności, utratę miejsc pracy, problemy kontrahentów i zakłócenia w łańcuchach dostaw.
- Kryzys przedsiębiorstwa bardzo rzadko dotyczy wyłącznie jednej organizacji. Jego skutki odczuwają pracownicy, dostawcy, banki i partnerzy biznesowi. Dlatego umiejętność wczesnego rozpoznawania problemów i gotowość do sięgania po wsparcie powinny być traktowane jako element dojrzałości zarządczej, a nie oznaka słabości. Chcemy rozpocząć w Polsce dyskusję o kulturze przywództwa i o tym, dlaczego przedsiębiorcy tak często zostają sami ze swoimi problemami - ocenia Mateusz Haśkiewicz.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.