Projekt „Wodorowy Sanok”, wart ponad 600 mln zł, ma dać miastu zielone ciepło z OZE, a przy okazji zielony wodór dla przemysłu i transportu. Nowa prezes Hydro Sanok Anna Kornecka tłumaczy, jak zamierza wyjść z politycznego pata w radzie miasta i pchnąć projekt do przodu.
Projekt „Wodorowy Sanok”, wart ponad 600 mln zł, ma dać miastu zielone ciepło z OZE, a przy okazji zielony wodór dla przemysłu i transportu. Nowa prezes Hydro Sanok Anna Kornecka tłumaczy, jak zamierza wyjść z politycznego pata w radzie miasta i pchnąć projekt do przodu.
„Wodorowy Sanok” to projekt dekarbonizacji systemu ciepłowniczego miasta w oparciu o odnawialne źródła energii (OZE) - przede wszystkim fotowoltaikę - o wartości ponad 600 mln zł. Głównym produktem będzie zielone ciepło dla miasta. Produktem ubocznym w procesie wytwarzania energii byłby natomiast zielony (a zatem produkowany z OZE) wodór, który - jako paliwo - miałby zastosowanie np. w przemyśle czy transporcie.
Projekt narodził się jeszcze w poprzedniej kadencji burmistrza Tomasza Matuszewskiego, jednak wtedy nie udało się sfinalizować przekazania gruntów miejskich (ponad 100 ha nieruchomości w ramach dzierżawy). Teraz burmistrz nie ma już przewagi w radzie.
Zapytana o to przez nas w marcu 2025 r. wiceprzewodnicząca rady Ewa Sieradzka podkreślała, że nie potrafi wymienić ani jednego radnego, który blokowałby projekt, kierując się prywatnymi animozjami czy walką polityczną. Tłumaczyła, że w opinii radnych technologie wodorowe są ciągle w fazie rozwoju, dlatego inwestowanie w nie obecnie może być zbyt ryzykowne.
- Istnieje ryzyko, że koszty związane z budową instalacji wodorowej nie będą proporcjonalne do korzyści - stwierdziła wiceprzewodnicząca rady miasta.
Pat trwa. Jesienią odbyło się nawet referendum ws. odwołania rady miasta, ale zabrakło wymaganej frekwencji, by jego wyniki były ważne. Oliwy do ognia dolewa sytuacja finansowa miasta. Sanok jest zadłużony, postarał się niedawno o pożyczkę ratunkową z budżetu państwa w wysokości 134,5 mln zł, co wiązało się z wypełnieniem przez miasto szeregu restrykcyjnych wymagań.
W sierpniu stanowisko prezesa spółki Hydro Sanok - pierwszej polskiej spółki wodorowej z udziałem komunalnym - objęła Anna Kornecka, była wiceminister rozwoju, pracy i technologii (2020-2021) odpowiedzialna m.in. za energetykę odnawialną. Sprawuje ona też funkcję członka zarządu Sanockiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej.
W rozmowie z Portalem Samorządowym przedstawia sytuację ze swojej perspektywy, mówi też, czy Hydro Sanok w tej patowej sytuacji ma przygotowany plan awaryjny.
1 sierpnia zeszłego roku objęła pani stanowisko prezesa Hydro Sanok. Przyszła pani z pomysłem, jak ratować ten projekt, nad którym zgromadziły się czarne chmury?
Anna Kornecka, prezes Hydro Sanok: Odpowiem tak: ratuję ten projekt przed czarnymi chmurami, które zgromadziły się nad nim w Sanoku z powodów politycznych.
Sam projekt budzi bardzo pozytywne emocje, oczekiwania i nadzieje, gdy o nim opowiadamy gdziekolwiek na zewnątrz: w samorządach, środowisku energetyków oraz ciepłowników, firmach i biznesie, który mógłby być zainteresowany pozyskaniem wodoru, czy nawet w instytucjach finansowych, w których chcielibyśmy ubiegać się o dotacje. Do tej pory cały nasz biznesplan i pomysł na ten projekt spotykały się wyłącznie z pozytywnym przyjęciem - także wśród mieszkańców, z którymi regularnie się spotykam i odpowiadam na ich bardzo szczegółowe pytania.
Z takim też przyjęciem spotkał się w Sanoku w momencie jego inicjacji. Poprzednia rada miasta i burmistrz podjęli decyzję o rozpoczęciu projektu, a zadanie dekarbonizacji systemu ciepłowniczego ze względu na rosnące koszty uprawnień do emisji zostało zapisane w strategii rozwoju miasta.
System ciepłowniczy w Sanoku w 70 proc. oparty jest na źródłach węglowych, w związku z czym ponosimy ogromne koszty w budżecie gminnym związane z korzystaniem z tego paliwa (choćby także z tytułu ponoszenia opłat za ETS, co znacznie obciąża dziś budżet miejski). Oczywiście poprawa czystości powietrza i jakości życia to są towarzyszące temu zadaniu cele.
Powstała spółka celowa Hydro Sanok, której zadaniem jest realizacja tego przedsięwzięcia. Większościowym jej udziałowcem, pośrednio poprzez holding komunalny, jest gmina, zatem jest to inwestycja komunalna.
Produktem ubocznym procesu dekarbonizacji naszego ciepłownictwa ma być zielony wodór. Chodzi o to, by nadwyżek energii elektrycznej nie wpuszczać do sieci, tylko wykorzystać je w produkcji kolejnego paliwa - dziś, dzięki elektrolizerom, to możliwe.
Polska jest trzecim w Europie, a piątym na świecie producentem wodoru i jego ogromnym konsumentem. Przemysł ma też wymagania wynikające z dyrektywy RED III (nowa unijna dyrektywa o odnawialnych źródłach energii - red.), a dotyczące zazielenienia wodoru, który wytwarza i z którego korzysta. Czyli popyt na zielony wodór w kraju takim jak Polska w przemyśle jest i będzie ogromny, a nawet będzie rósł z każdym rokiem. To jest dobry kierunek - chcemy w Sanoku produkować i sprzedawać wodór.
Ale, jak pani powiedziała, te decyzje zostały podjęte jeszcze za poprzedniej kadencji burmistrza Matuszewskiego. Niewiele się od tego czasu zmieniło. Dlaczego?
- W radzie znajdują się kontrkandydaci i oponenci burmistrza w wyborach. Obecna większość w radzie miasta próbuje spowolnić lub nie dopuścić do realizacji przedsięwzięcia - przypominam - inwestycji podyktowanej koniecznością dokonania transformacji energetycznej w kierunku zeroemisyjnym, co dotyczy także setek innych polskich samorządów: dekarbonizacji systemu ciepłowniczego.
Warto podkreślić, że w obecnej sytuacji nie jest to takie proste, bo wstrzymanie projektu naraża zarówno spółkę gminną Hydro Sanok, holding komunalny SPGK, czyli Sanockie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, jak i samą gminę na bardzo dotkliwe konsekwencje finansowe, środowiskowe czy zdrowotne.
Wycofanie się z tej inwestycji stanowiłoby dla miasta klasyczny „strzał w kolano”.
Trudno powiedzieć, co jest inspiracją niektórych radnych, którzy sprzeciwiają się projektowi. Nie trafiają do nich merytoryczne argumenty, związane z oszczędnościami w budżecie gminy czy dochodami dla gminy i dla mieszkańców, które mogłyby być osiągane. Nie trafia do nich również argument o konieczności dekarbonizacji miasta.
Spółka ma za zadanie zdjąć ten ciężar z gminy oraz jej mieszkańców, a czas jest kluczowy, gdyż dziś można zrobić to przy użyciu znacznych zewnętrznych środków finansowych.
Przyzna pani jednak, że na rynku europejskim widać zastój, jeśli chodzi o projekty wodorowe. Mówi się często o tym, że nie są tak opłacalne, jak się tego spodziewaliśmy. To w dużym stopniu tłumaczy obawy radnych przed zaangażowaniem miejskich gruntów i infrastruktury.
- Przede wszystkim energia i ciepło dla Sanoka mają być pozyskiwane z fotowoltaiki, a zielony wodór stanowić ma tu wartość dodatkową, bo jest produktem ubocznym w procesie wytwórczym. Oczywiście, że dużo się dzieje wokół wodoru i z pewnych projektów podmioty wycofują się. Jednak jeżeli chodzi akurat o rynek niemiecki czy polski, to w ostatnim czasie widzimy intensyfikację projektów wodorowych i ich ponowną weryfikację.
Również nowe projekty wodorowe w grupie Orlen i w grupie Tauron będą realizowane w najbliższych latach w Polsce. Kilka funkcjonujących instalacji - takich jak Konin czy Gaj Oławski - całkiem dobrze sobie radzi i myśli o rozbudowie. Podczas rozmów biznesowych czy podpisywania listów intencyjnych z firmami, miastami, aglomeracjami widzimy rosnące zainteresowanie wodorem. Już nie tylko w Krakowie czy Rybniku, ale i w Rzeszowie i aglomeracji rzeszowskiej autobusy oraz PKS-y będą jeździły na zielony wodór.
Oczywiście transport publiczny ma być tylko jednym z naszych odbiorców, bo głównym odbiorcą wodoru będzie przemysł. Jednak gdy wejdziemy w szczegóły, okazuje się, że teraz realizowane są tylko te projekty wodorowe, które są dobrze przemyślane, policzone, a do tego właściwie i dokładnie udokumentowane.
Bo samo hasło „wodór” oczywiście jest bardzo chwytliwe, jednak w wielu polskich i europejskich ogłaszanych projektach nie było pomysłu, gdzie znaleźć na niego odbiorcę i jak wyprodukowany wolumen wodoru wykorzystać.
Oczywiście mówimy o zielonym wodorze, choć mamy i taką możliwość, żeby produkować np. zielony amoniak dla branży nawozowej. To nie jest żadna nowinka technologiczna, to coś, co w Polsce jest i tak wytwarzane. Mówimy jedynie o innym procesie dojścia do produktu końcowego - elektrolizie, procesie chemicznego rozkładu wody pod wpływem przepływu prądu ze źródeł odnawialnych. Myślę, że ten przymiotnik „zielony” powoduje emocje i pytania, czy na pewno będzie popyt na zielony wodór.
Powtórzę: Polska jako kraj jest ogromnym konsumentem wodoru, ale też producentem. Wymagania związane ze zrównoważonym rozwojem są takie, że ten wodór musi się „zazielenić”. W związku z tym ryzyka, jeśli chodzi o opłacalność jego wytwarzania, tutaj nie ma.
Może inaczej by to wyglądało, gdybym prowadziła projekt polegający na namawianiu miasta Sanok na zakup wodorowych autobusów. Moglibyśmy się wtedy zastanawiać, czy jest to dobra ścieżka, czy od tego zacząć, czy nie. Natomiast my w Sanoku chcemy wodór wytwarzać, a w konsekwencji zbudować do tego cały łańcuch wartości, w tym z czasem także i wodorowe autobusy.
Akurat w Sanoku autobusy wodorowe są produkowane.
- Przez poprzedni miesiąc jeździł po Sanoku wodorowy autobus produkcji Autosanu. Sanok jest motoryzacyjnym zagłębiem. Prowadzimy też rozmowy z lokalnymi firmami, w jaki sposób wykorzystać wodór i wytworzoną energię lokalnie. Nie ma wątpliwości co do tego, że to jest możliwe, perspektywiczne i potrzebne.
Nasz projekt jest projektem innowacyjnym, dużym, wielkoskalowym i w jakimś sensie mogę zrozumieć, że budzi obawy i wątpliwości części radnych. Jednak dwukrotnie - i w styczniu, i w grudniu - zapraszałam ich na konsultacje, chciałam, żeby przejrzeli dokumenty. Za każdym razem nikt się nie pojawił.
Dlatego uznaję, że ta postawa ma bardziej charakter politycznego aniżeli merytorycznego sprzeciwu wobec projektu. Każdy ekspert czy autorytet od energetyki, z którym rozmawialiśmy, a spotykaliśmy się już z wieloma, wyrażał aprobatę dla tego projektu, potwierdzając tym samym, że jest on pozytywny i przemyślany, a do tego stanowić może w bliskiej przyszłości wzór dla setek innych polskich samorządów, które szukają sposobu na transformację energetyczną, by zastąpić węgiel źródłami zeroemisyjnymi.
Przy takiej konkluzji muszę zapytać, co dalej. Jaki teraz macie państwo plan w tej patowej sytuacji?
- Rozmawiamy z mieszkańcami i lokalnymi przedsiębiorcami. Rozmawiamy językiem korzyści, wykładając „wszystkie karty na stół”. Należy to do moich obowiązków jako osoby kierującej nie tylko Hydro Sanok, ale i SPGK, które dba o dobro i zaopatrzenie mieszkańców.
Pokazujemy im, że tego typu projekt oznacza stabilną, lokalnie wytwarzaną i zależną od nas cenę ciepła, oszczędności oraz dodatkowe dochody z dzierżawy oraz podatków lokalnych w budżecie gminy. Te środki mogą być dystrybuowane wprost do wszystkich mieszkańców Sanoka. A to przecież oni są na pierwszym miejscu i oni przede wszystkim mają odnosić z tego korzyści.
Dochody z tytułu biletów komunikacji miejskiej w budżecie miasta Sanoka wynoszą około 3 mln zł rocznie. Dochody z projektu wodorowego są w stanie znacznie to przewyższyć i realizując go już od jego wczesnych faz, jesteśmy w stanie wprowadzić kartę mieszkańca i na przykład zwolnić dzieci i młodzież, a w konsekwencji także ogół mieszkańców, z ponoszenia kosztów biletów komunikacji miejskiej. To dla nas dość proste, bo Sanockie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej odpowiada za transport publiczny. I wówczas projekt przyniesie bezpośrednie korzyści już nie tylko mieszkańcom podłączonym do sieci ciepłowniczej, ale każdemu mieszkańcowi.
Takich przykładów mogę oczywiście mnożyć wiele, myślimy np. o obniżeniu różnych podatków, opłat komunalnych. Myślimy też o korzyściach dla przedsiębiorców, bo to oni są źródłem dochodów, miejsc pracy i wartości dodanej w Sanoku. To wszystko może być efektem nowych inwestycji, nowych dochodów, a źródłem takiego dochodu jest nasz projekt „wodorowy”.
Po przekonaniu mieszkańców i biznesu liczy pani na, że te dwie grupy wywrą nacisk na radnych?
- Rozmawiamy ze wszystkimi, aby założenia całego projektu były dla każdego całkowicie jasne. Spotkania z mieszkańcami już się zaczęły. Będziemy je kontynuować.
Powołano też Sanocką Radę Gospodarczą, która ma na celu wskazanie korzyści, jakie dla firm może przynieść pojawienie się takiego projektu, a w skład której weszli przedstawiciele wielu największych firm i zarazem pracodawców w Sanoku, m.in. Autosan czy Ciarko.
Taki projekt przyciąga i zawsze jest impulsem rozwojowym dla regionu. Z naszych rozmów z przedsiębiorcami wynika, że oni to rozumieją, wiedzą, jaka jest waga tego projektu i widzą potrzebę nowych inwestycji w mieście.

Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.