Za cyberbezpieczeństwo w urzędzie odpowiada kierownik jednostki: wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Eksperci na CYBERSEC EXPO & FORUM 2026 ostrzegają: zaniedbania mogą oznaczać kary finansowe, odpowiedzialność karną i wysokie sankcje dla instytucji.
Za cyberbezpieczeństwo w urzędzie odpowiada kierownik jednostki: wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Eksperci na CYBERSEC EXPO & FORUM 2026 ostrzegają: zaniedbania mogą oznaczać kary finansowe, odpowiedzialność karną i wysokie sankcje dla instytucji.
Wójt, burmistrz czy prezydent miasta jako kierownicy jednostki ponoszą osobistą i finansową odpowiedzialność za stan cyberbezpieczeństwa. Za zaniedbania grożą im konkretne konsekwencje, mogą być to:
Jacek Orłowski, kierownik Działu Współpracy z Podmiotami Otoczenia EZD w NASK, mówił o tych zagadnieniach podczas panelu „Cyberbezpieczeństwo państwa i administracji samorządowej”, który odbył się w trakcie konferencji CYBERSEC EXPO & FORUM 2026, trwającej w dniach 15 i 16 czerwca w katowickim MCK.
Kierownicy jednostek muszą pamiętać, że za tego typu niedopatrzenie jest odpowiedzialność karna i to na nich spoczywa obowiązek. Kierownik, czyli wójt, burmistrz czy prezydent, nie może scedować odpowiedzialności na pracownika - przykładowo na administratora sieci, bo jeśli dojdzie do ataku, a system nie będzie zabezpieczony, to grożą mu nawet 2 lata pozbawienia wolności. Dlatego trzeba się dokształcać, prowadzić audyty, zgłaszać incydenty
- wyjaśniał.
Jak się bowiem okazuje, każda jednostka samorządowa ma obowiązek zgłaszania cyberincydentów.
- Każdy podmiot ma taki obowiązek, ale te rejestry ciągle są puste. Bo nie wystarczy stworzyć przepis, tylko musi powstać kultura działania dotycząca cyberbezpieczeństwa - mówił ekspert.
Dodajmy, że ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która weszła w życie 28 sierpnia 2018 r., zobowiązuje jednostki samorządu terytorialnego do zgłoszenia incydentu naruszenia bezpieczeństwa teleinformatycznego w ciągu 24 godzin od momentu wykrycia zagrożenia lub powstania incydentu. Należy wypełnić dedykowany formularz na stronie incydent.cert.pl. Jako incydent rozumie się wszelkiego rodzaju działania, które mogą zakłócić bezpieczne dostarczanie usług dla obywateli z wykorzystaniem właśnie systemów informatycznych.
Co jest cyberincydentem? Nie tylko atak na siećA incydent, wbrew pozorom, to nie tylko atak na sieć.
- Idę do pracy i przed urzędem znajduję pendrive’a i to już jest incydent - tłumaczył Jacek Orłowski: - Bo potem wsuwam go do gniazda komputera, hakerzy zyskują dostęp do sieci i zaczyna się problem.
Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji, przekonywał, że w takich działaniach ważne są procedury, ale nie tylko:
Bardzo ważna jest mentalność, to, jak my widzimy problem cyberbezpieczeństwa. Istotne jest wyciąganie wniosków, „odrobienie lekcji” z incydentów, które nas spotkały, by każdy atak wykorzystać do tego, by jutro czy pojutrze takie rzeczy nam się nie przydarzyły. To muszą robić samorządy.
Jak dodawał, ważne, żeby ćwiczyć, być przygotowanym, a - jak przekonywał - są dostępni specjaliści, z którymi można to zrobić. - Uczą, jak działać w konkretnych sytuacjach, a rozumienie tego, co nas może spotkać, jest fundamentalnie ważne - dodawał.
Jacek Orłowski podkreślał, że ważna jest tu współpraca małych gmin, które powinny łączyć siły. - Ważne jest to porozumienie, bo w rzeczywistości często jest tak, że niby wszyscy chcą, ale „admini” się nie dogadają, wójt z wójtem się nie porozumie, bo mają inne poglądy polityczne, a w ten sposób obniżamy bezpieczeństwo JST.
Jak tłumaczył, drugą sprawą są pieniądze, a mechanizmy finansowe, z których mogą korzystać urzędy, są nadal skomplikowane. - Ustawa o samorządzie gminnym nie jest tu precyzyjna; działania finansowe gminy, powiatu i województwa się nie przenikają, co utrudnia współpracę. O ile dwie jednostki tego samego szczebla jakoś mogą współdziałać, to już w przypadku różnych poziomów administracji samorządowej są problemy.
Jak poprawić cyberbezpieczeństwo małej gminy niskim kosztem?Monika Ingram, dyrektorka Centrum Badawczego Cyberbezpieczeństwa w Centrum Łukasiewicz AI, przekonywała jednak, że mała jednostka samorządu może zadbać o bezpieczeństwo stosunkowo niewielkim kosztem. Jak mówiła - to, co można zrobić, nie kosztuje majątku, ale wymaga pracy i chęci. - Stosując podstawowe rozwiązania, można ograniczyć możliwości ataku o ponad 50 proc. nawet w małej gminie i z jednym informatykiem - stwierdziła.
Uczestnicy panelu mówili także o braku specjalistów od IT w urzędach czy spółkach samorządowych; przyznawali, że mamy „rynek pracownika”. Ale - jak przekonywała ekspertka z Centrum Łukasiewicz AI - można korzystać ze wsparcia zewnętrznego.
Mały samorząd nie wygra raczej wojny o dobrego pracownika, bo nie ma pieniędzy na etat, ale można kupić kompetencje jako usługę zewnętrzną, dedykowaną. Kupić można takie rozwiązania usługowe jak choćby szkolenia, monitoring czy audyty.
Jak przekonywała, bardzo dobrze działa partnerstwo z uczelniami i instytutami, dlatego że instytuty badawcze nie konkurują z samorządami, a celem ich jest wspólne bezpieczeństwo. - W instytutach mamy pracowników, którzy potrafią zaplanować rozwiązania niewykonalne dla małej jednostki, a jak już się je wdroży, to one kosztują, dlatego współdzielenie kompetencji jest dobrym rozwiązaniem.
Od czego zacząć poprawę bezpieczeństwa gminie? Jak mówiono w trakcie CYBERSEC - od identyfikacji usług krytycznych. Nie ma sensu chronić wszystkiego; ważne jest, by chronić najważniejsze dane.
Jak tłumaczyła Monika Ingram, liczy się także sporządzenie kopii zapasowych, tak by po ataku można było odzyskać zhakowane informacje. Kolejnym bardzo ważnym zadaniem jest rozwijanie świadomości pracowników, a to oznacza stały rozwój i szkolenia. - Bo hakerzy cały czas się rozwijają i tylko ucząc się, możemy im dorównać - dodawała ekspertka.

Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.