Aż 82 proc. pracowników mierzy się z niepokojem ostatniego dnia przed powrotem do pracy. W kontekście weekendu zjawisko nazywamy syndromem niedzieli, a przy dłuższej przerwie - stresem pourlopowym lub zespołem napięcia pourlopowego. Mechanizm jest jednak podobny: czas wolny formalnie jeszcze trwa, ale układ nerwowy przełącza się już w tryb alarmowy i reaguje tak, jakbyśmy za chwilę mieli wrócić za biurko.
Dane potwierdzają, że niepokój przed powrotem do pracy nie jest jednostkowym doświadczeniem, lecz zjawiskiem powszechnym. Z przeprowadzonego w 2025 r. przez Adobe badania „Sunday scaries” wynika, że 82 proc. pracowników doświadcza lęku przed początkiem tygodnia. Wspomniane badanie dotyczyło co prawda weekendów, jednak dobrze obrazuje to, co dzieje się z pracownikami tuż przed końcem urlopu. W obu przypadkach mechanizm jest ten sam - psychicznie wracamy do firmy znacznie wcześniej niż fizycznie.
- Wielu z nas zna to uczucie jeszcze z czasów szkolnych. Niedzielny wieczór, koniec ferii zimowych czy ostatni dzień wakacji często uruchamiały myśli o obowiązkach, zaległościach, ocenach, oczekiwaniach i ponownym wejściu w rytm, który nie zawsze był dla nas komfortowy. W dorosłym życiu zmieniają się tylko okoliczności. Zamiast sprawdzianu mamy spotkanie, zamiast dziennika - skrzynkę mailową, a zamiast nauczyciela - przełożonego albo zespół - mówi Tomasz Szklarski, ekspert rynku pracy i współtwórca platformy zajmującej się zaangażowaniem pracowników Enpulse.
Kiedy głowa wraca do pracy przed końcem urlopuNapięcie, które czujemy pod koniec wolnego czasu, psychologowie wiążą z lękiem antycypacyjnym. To reakcja organizmu na samo wyobrażenie nadchodzącej sytuacji. Mózg zaczyna podświadomie obrazować trudne rozmowy, wymagającą atmosferę w zespole czy lawinę nieodczytanych maili. Może także wyolbrzymiać presję przełożonego czy konieczność natychmiastowego nadrobienia wszystkiego, co wydarzyło się podczas naszej nieobecności. W efekcie reakcja stresowa uruchamia się jeszcze zanim faktycznie wrócimy do pracy.
Strach przed powrotami mocno powiązany jest z kulturą organizacyjną i środowiskiem pracy. Mowa przede wszystkim o firmach, w których brakuje bezpieczeństwa psychologicznego, a codzienność zawodowa generuje stałe napięcie.
Jak pokazują badania, tego typu sytuacje są coraz częstsze. Z raportu Enpulse „Zaangażowanie 2025” widzimy, iż odsetek osób deklarujących, że po prostu nie lubi swojej pracy wzrósł z 30 proc. w 2024 roku do 35 proc. w 2025 roku. Jednocześnie grupa pracowników otwarcie skarżących się na brak przyjaznej atmosfery w firmie powiększyła się z 31 proc. do 36 proc.
- Za tymi liczbami stoją ludzkie doświadczenia: brak realnego wsparcia ze strony liderów, ocenianie wyłącznie przez pryzmat wyników i strach przed konsekwencjami błędów. W takim środowisku praca nie daje poczucia sensu ani przynależności, tylko stopniowo odbiera energię. Nawet po dwutygodniowym urlopie powrót do takiego miejsca jest trudny. Dużo łatwiej wraca się do biura, w którym relacje opierają się na wzajemnym szacunku, transparentnej komunikacji i zaufaniu do zespołu, a błędy traktuje się jako naturalny element rozwoju, a nie pretekst do wyciągania konsekwencji - wyjaśnia Tomasz Szklarski.
Napięcie, które czujemy pod koniec wolnego czasu, psychologowie wiążą z lękiem antycypacyjnym Fot. New Africa / Shutterstock
Innym źródłem napięcia w czasie wolnego jest FOMO, czyli lęk przed odcięciem od informacji, potęgowany przez kulturę ciągłej dostępności. Choć pracownicy formalnie są poza biurem, technologia sprawia, że mentalnie pozostają w trybie gotowości.
Z danych SurveyMonkey wynika, iż aż 54 proc. pracowników sprawdza służbową skrzynkę w trakcie wolnego, a 32 proc. ma ogromny problem, by nie myśleć o służbowych obowiązkach podczas wypoczynku. Rzadko wynika to z bezpośredniego nakazu szefa. Częściej stoi za tym wewnętrzna presja, potrzeba kontroli i obawa, iż brak szybkiej reakcji zostanie źle odebrany.
- Elastyczność pracy miała dać nam więcej swobody, ale sprawiła, że praca rozlała się na czas prywatny. Końcówka urlopu coraz częściej przypomina więc tryb czuwania: niby odpoczywamy, ale co chwilę zerkamy w telefon, sprawdzamy komunikatory i próbujemy zapobiec powstawaniu zaległości. Problem w tym, że każde takie „szybkie sprawdzenie maila” uruchamia w głowie proces myślenia o niedokończonych sprawach. Mózg zaczyna analizować, planować i szukać rozwiązań, nawet jeśli formalnie nadal jesteśmy na wakacjach. W efekcie nie wracamy z urlopu zregenerowani, a już na starcie zmęczeni - mówi Damian Abramowicz, praktyk biznesu, mówca motywacyjny i trener mentalny.
Badania opinii przeprowadzone przez Devire pokazują, że nawet podczas urlopu Polacy mają problem z całkowitym odcięciem się od zawodowych obowiązków. W kontakcie z pracą, szefem lub swoim zespołem pozostaje 46,5 proc. aktywnych zawodowo. 39,5 proc. respondentów deklaruje, iż na urlopie całkowicie odcina się od pracy.
Najczęściej wskazywane powody stałej aktywności zawodowej to:
Co czwarty badany przyznaje ponadto, że przełożeni lub współpracownicy kontaktują się z nim mimo trwającego urlopu (25,8 proc.). Co dziesiąty (10,8 proc.) mówi wprost: boi się zwolnienia, jeśli zbyt długo będzie poza zasięgiem.
- Pracownicy nie odcinają się od pracy z dwóch powodów. Pierwszy to poczucie odpowiedzialności - czują się potrzebni, boją się, że coś pójdzie nie tak pod ich nieobecność. Drugi to rzeczywistość organizacyjna: nawet jeśli chcieliby się odciąć, firma i tak się z nimi kontaktuje - podkreśla Klaudia Kubiak, senior team leader sales&marketing&manufacturing z agencji rekrutacyjnej Devire.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.