Ruszamy z ekspansją polskiego sprzętu na inne rynki – zapowiada minister obrony i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Po hurtowym zawieraniu kontraktów, w których jedynym kupującym było Wojsko Polskie, czas na wspólne zakupy co najmniej dwóch państw uczestniczących w unijnym mechanizmie SAFE. Które kontrakty będą zawierane najszybciej? Wciąż z polskim przemysłem – odpowiada WNP Kosiniak-Kamysz.
W sobotę resort obrony zakończył hurtowe podpisywanie kontraktów i aneksów do wcześniej zawartych umów na uzbrojenie i sprzęt wojskowy. Pośpiech wynikał z wymogów unijnego mechanizmu SAFE, czyli niskooprocentowanej pożyczki na wydatki związane z bezpieczeństwem i obroną. Mijał bowiem termin na zakupy, w których nabywcą jest tylko jedno państwo.
W trzy dni resort obrony podpisał łącznie 62 umowy i aneksy na około 120 miliardów złotych, w zdecydowanej większości w polskim przemyśle. Dla porównania – obecne kierownictwo MON wyliczyło, że przez osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości wojsko podpisało umowy na 97 miliardów złotych.
Jednak z SAFE Polska ma do wykorzystania w sumie 43,7 miliarda euro, czyli około 185 miliardów złotych. To najwięcej ze wszystkich 19 państw UE, które sięgnęły po pożyczki. Po odliczeniu umów podpisanych i aneksowanych do soboty zostaje więc około 65 miliardów złotych. Trzeba je wydać w taki sposób, by kontrakty zostały wykonane i rozliczone do końca 2030 roku. A to z kolei oznacza, że na negocjacje i podpisy są raczej miesiące niż lata. Wszystko przez czas potrzebny, chociażby na dostawę podzespołów.
Najpierw umowy na Pioruny i okrętyJakich umów należy więc spodziewać się najprędzej? – To wciąż będą kontrakty z polskim przemysłem zbrojeniowym, bo one są najbardziej zaawansowane, więc myślę, że możemy się spodziewać kontraktów na Pioruny czy w obszarze Marynarki Wojennej – odpowiedział w poniedziałek na pytanie WNP wicepremier oraz minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL.
Wspomniane Pioruny to od lat hit eksportowy polskiego przemysłu obronnego. Produkowane w spółce Mesko należącej do państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, ale tworzone z udziałem sektora prywatnego. W wojskowej nomenklaturze to przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe – po prostu pocisk rakietowy w na tyle lekkiej wyrzutni, że może ją przenosić pojedynczy żołnierz.
Pioruny – powiedział Kosiniak-Kamysz – "będą kupowane przez większość armii europejskich". Zwraca uwagę, że resort obrony nie kupił tych zestawów w trakcie trzydniowego maratonu podpisywania samodzielnych umów w SAFE. Wszystkie zamówienia dla Wojska Polskiego najwyraźniej pozostawiono do fazy wspólnych zakupów z innymi krajami.
Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Anna Wolska/1BLog.A wspomniane wspólne kontrakty w polskich stoczniach dla Marynarki Wojennej? Szef MON powtarza, że Szwecja jest zainteresowana okrętem ratowniczym bliźniaczym do tego, jaki powstaje dla naszej marynarki w programie, któremu wojsko nadało kryptonim Ratownik. To nie nowość, już w listopadzie 2025 r. ten sam wicepremier mówił, że Szwecja zadeklarowała zakup takiego okrętu w polskiej stoczni. Ma to związek z polskim zamówieniem na trzy okręty podwodne w Szwecji. A że ten kontrakt jest spodziewany do końca czerwca, to i umowa na Ratownika dla Szwecji powinna być zawarta w tym samym terminie.
Jednak okręt ratowniczy to nie wszystko. – Będziemy prowadzić działania, aby okręty z programu Kormoran znalazły zainteresowanie w innych państwach – mówi Kosiniak-Kamysz. Kormoran to nazwa typu polskich niszczycieli min, małych wyspecjalizowanych jednostek, najnowocześniejszych w swojej klasie w Europie. Polscy stoczniowcy wiążą nadzieje szczególnie z Morzem Czarnym, które prędzej czy później trzeba będzie oczyścić z pozostałości wojny rosyjsko-ukraińskiej.
ORP Mewa, jeden z niszczycieli min typu Kormoran Fot. Rafał Lesiecki / PTWP San i dronyJednocześnie polski minister obrony mówi, że najbardziej mu zależy na wspólnych zakupach dotyczących projektu San. Tak wojsko nazwało system obrony przeciwlotniczej, w tym przeciwdronowej najbliżej powierzchni ziemi. – Będziemy promować ten produkt i są państwa takie jak na przykład Słowacja nim zainteresowane – powiedział szef MON. Nieoficjalnie w kontekście Sanu wymienia się Norwegię, która, choć nie należy do Unii Europejskiej, to jest w SAFE jako członek Europejskiego Obszaru Gospodarczego i która w Sanie ma spory udział przemysłowy. To za przyczyną firmy Kongsberg, która dostarcza szybkostrzelne armaty.
Inny państwem spoza UE, ale uczestniczącym w SAFE jest Kanada. Pod koniec maja pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka mówiła, że Kanada zrobi zakupy w polskim przemyśle zbrojeniowym, a szczególnie interesują ją drony.
– Z Kanadą na przykład FlyEye’e, Warmate’y, Gladiusy, czyli sprzęt, który jest produkowany przez firmę WB Electronics – wymieniał teraz Kosiniak-Kamysz.
Dron FlyEye jest produktem Grupy WB. Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Piotr Szafarski/16 DZZwraca też uwagę na "dobre informacje dla produkcji dronów", jakie nadchodzą z Rumunii. Tu w maju Grupa WB, największy w Polsce prywatny podmiot w sektorze obronnym, w którym dominująca rolę odgrywa właśnie WB Electronics, podpisała porozumienie o współpracy z firmą Romaero. Oba podmioty będą współpracować przy montażu i produkcji systemów amunicji krążącej Warmate w Rumunii.
Tworzenie pól minowych i satelityNa liście są też pojazdy minowania narzutowego, używane do szybkiego tworzenia pól minowych. Większa wersja, wyposażona w sześć miotaczy min na podwoziu kołowym, czyli ciężarówki Jelcza, nosi nazwę Baobab-K (rozpoczęły się też prace nad gąsienicowym odpowiednikiem, czyli Baobabem-G). Mniejszy pojazd, z pojedynczym miotaczem to Bluszcz; może być prowadzony przez człowieka, ale można go zamienić także w pojazd bezzałogowy. – Baobaby będą kupowane przez naszych bałtyckich sąsiadów – powiedział wicepremier. Dodał, że te same kraje są zainteresowane Bluszczem.
Pojazd minowania narzutowego Baobab-K Fot. Materiały prasowe / Huta Stalowa WolaJest też polsko-fińska firma ICEYE, specjalizująca się w satelitarnym rozpoznaniu Ziemi. Tu – mówił Kosiniak-Kamysz – mamy "pozytywne informacje z takich państw jak Grecja", choć wcześniej na tej samej konferencji prasowej ten sam polityk mówił, że te zdolności "będą kupowane przez większość państw europejskich, większość państw NATO".
"Ruszamy z ekspansją polskiego sprzętu na inne rynki"– W programie SAFE 2.0, drugiej rundzie tego patriotycznego, europejskiego również, innowacyjnego, strategicznego programu rozwoju Polski, Europy i bezpieczeństwa naszego świata, ruszamy z ekspansją polskiego sprzętu na inne rynki – podkreśla wicepremier Kosiniak-Kamysz.
– Chcemy, żeby ten producent, u którego dwa kraje członkowskie się spotykają, był producentem polskim – mówi natomiast minister Sobkowiak-Czarnecka. – Już dzisiaj mamy bardzo konkretne deklaracje z Kanady, z Norwegii, ze Szwecji, z Rumunii, z państw bałtyckich, z Grecji, z Francji dotyczące wspólnych zakupów – dodaje.
Z którym z partnerów zagranicznych możemy najszybciej podpisać kontrakt? – Uważam, że Bałtowie, Szwecja, Hiszpania, Francja, to są te państwa, z którymi jesteśmy gotowi kontrakty zawierać bardzo szybko – odpowiada Kosiniak-Kamysz.
Samoloty i śmigłowce od AirbusaCo na tej liście robi Hiszpania? Może ona być partnerem Polski w pozyskaniu wielozadaniowych samolotów transportowo-tankujących (ang. multi role tanker transport, MRTT). Finansowanie z SAFE przesądza, że w grę wchodzi wyłącznie oferta Airbusa, który przerabia na MRTT samoloty A330. Maszyny po wyprodukowaniu we Francji przechodzą konwersję do wersji wojskowej w zakładach Airbusa w Hiszpanii. Stąd wiodąca rola Madrytu w tym zamówieniu.
– Ze stroną hiszpańską jesteśmy już w dialogu. Mam nadzieję, że jeszcze w drugiej połowie roku już będziemy stawiali kropkę nad i w tej sprawie – mówi Sobkowiak-Czarnecka. – Na razie mówimy o dwóch samolotach – dodaje.
Wagę samolotów MRTT podkreśla też szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Wiesław Kukuła. – Za szczególną wartość należy uznać przyspieszenie pozyskania systemów MRTT dla Sił Powietrznych oraz śmigłowcowych systemów szkolno-bojowych na potrzeby lotnictwa Wojsk Lądowych – powiedział.
Owe systemy, o których mówił generał, to rozwiązania przeznaczone przede wszystkim do szkolenia przyszłych pilotów śmigłowców uderzeniowych AH-64E Apache Guardian, których Polska zamówiła prawie setkę. – Bardzo ich potrzebujemy – przyznał także wicepremier Kosiniak-Kamysz. Tu też na stole jest oferta od Airbusa, oparta o maszynę H145M.
Śmigłowiec H145 należący do litewskiej Straży Granicznej został zaprezentowany w Warszawie Fot. Rafał Lesiecki / PTWP Wojsko nadal ma potrzebyChoć program SAFE jeszcze się nie skończył, to wojsko już daje znać, że nadal ma wielkie potrzeby. – Wyzwaniem dla programowania rozwoju sił zbrojnych pozostają olbrzymie, ale wciąż ograniczone z punktu widzenia luk, środki, jakie przeznaczamy na wyposażenie i zapasy amunicji do tego wyposażenia – mówi generał Kukuła. Tłumacząc z wojskowego na polski, znaczy to tyle, że pieniądze do dyspozycji mamy ogromne, ale potrzeby jeszcze większe.
– Pragnę podkreślić, że siły zbrojne dysponują potencjałem absorpcji również innych narzędzi finansowych, które mogą umożliwić dalsze przyspieszenie procesów transformacji sił zbrojnych – dodaje szef Sztabu Generalnego WP. Innymi słowy, wojsko nadal ma potrzeby, które można sfinansować, jeśli tylko znajdą się pieniądze.
Największa pożyczka z SAFE – jesieniąNa razie do Polski w programie SAFE dotarła zaliczka z Brukseli. Wypłata właściwych pożyczek (bo w SAFE każda transza jest osobną pożyczką) będzie następowała stopniowo, ale największa zapowiada się ta pierwsza, planowana na jesień tego roku.
Od października co pół roku rząd będzie składał w Komisji Europejskiej dokumenty niezbędne do wypłaty. – Myślę, że ta (najbliższa – przyp. WNP) runda październikowa będzie taką największą, najpoważniejszą, bo składamy wtedy listę kontraktów, stan realizacji i na tej podstawie wyliczamy kwotę, która z tej linii kredytowej trafia na nasze konto. Także myślę, że ta największa część trafi październik-listopad tego roku – powiedziała Sobkowiak-Czarnecka.
Wtedy też poznamy wysokość oprocentowania, na jakie ta transza pożyczki zostanie udzielona. Koszt tego kredytu jest bowiem powiązany z oprocentowaniem unijnych obligacji na rynkach międzynarodowych. – Otworzyliśmy linię kredytową i teraz będziemy ją etapami wykorzystywać. Zawsze mamy prawo do pełnej decyzji. Jeżeli jakimś cudem polskie obligacje będą niżej oprocentowane niż te unijne, zawsze możemy zmienić źródło finansowania. Tylko życie pokazuje, że od wielu, wielu lat obligacje unijne są korzystniej oprocentowane niż nasze krajowe. Unia ma wyższy rating niż Polska. Na tym polegał pomysł na mechanizm SAFE, żeby wreszcie korzystać z tego, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej – powiedziała pełnomocniczka rządu do spraw SAFE.