Politycy komentowali zasłabnięcie, utratę przytomności i wymioty Karola Nawrockiego w kampanii, po których pojawiły się głosy o otruciu. – Na pierwszy rzut oka to wygląda jak akcja promocyjna książki – oceniła Anna Bryłka z Konfederacji.
Politycy komentowali zasłabnięcie, utratę przytomności i wymioty Karola Nawrockiego w kampanii, po których pojawiły się głosy o otruciu. – Na pierwszy rzut oka to wygląda jak akcja promocyjna książki – oceniła Anna Bryłka z Konfederacji.
W książce „Skąd się wziął Karol Nawrocki?” opisano, jak prezydent zasłabł, stracił przytomność i „kompulsywnie wymiotował”. W sprawie pojawiły się różne głosy. Jednym z poważniejszych zarzutów był ten dotyczący próby „otrucia” głowy państwa. Sprawę komentowali w TVN24 politycy. Alvin Gajadhur z Kancelarii Prezydenta przypomniał, że „kampania była brudna, a Nawrocki mocno atakowany”. – Teraz to już trudno cokolwiek wyjaśnić po takim czasie – zaznaczył.
Dodał, że prokuratura zawsze może śledztwo prowadzić. – Myślę, że prokuratura mogłaby przeprowadzić postępowanie przygotowawcze, w którym by oceniła, czy są podstawy do wszczęcia śledztwa – stwierdził Marcin Horała z PiS. Miałoby to polegać na „przesłuchaniu kilku świadków i ocenie, czy jest szansa w ogóle jakakolwiek, żeby zebrać jakiś dowód materialny, który pozwoliłby tę sprawę wyjaśnić”.
– Po takim czasie prawdopodobnie nie. A czemu wtedy nie było wezwanej prokuratury albo karetki? Odpowiadam – ponieważ wtedy trzeba było wygrać wybory. Jeżeli rządowi zależało na tym, żeby w kampanii odwrócić uwagę od naszego programu, od oceny rządu, jak rządzi i tak dalej, żeby przez tydzień w kampanii się mówiło o być może prawdopodobnym otruciu, to nie można było w tę grę grać – przekonywał Horała.
– Naturalnym jest, że jak coś się takiego dzieje i są podejrzenia od razu, to śledczy powinni tę informację mieć natychmiast, a nie po wielu miesiącach dowiadują się z wywiadu, że taka sytuacja miała miejsce. Tak jak pan minister mówił, ona jest dzisiaj trudna do rzetelnego wyjaśnienia, bo nie wiadomo, czy pan prezydent się źle czuł, czy zażywał jakieś leki w tym czasie, czy przedawkował snusa – powiedział Maciej Wróbel z KO.
– Na pierwszy rzut oka to wygląda jak akcja promocyjna książki, co do tego nie mam wątpliwości. Natomiast jeżeli prezydent naprawdę podejrzewa, że był otruty, to trzeba do sprawy podejść poważnie i sprawę sprawdzić. Z drugiej strony każdy, kto prowadzi kampanię wyborczą, zdaje sobie sprawę, że czasami dochodzi do pewnego rodzaju niedyspozycyjności ciała i różne rzeczy się mogą dziać – komentowała Anna Bryłka z Konfederacji.
– Powiedzcie szczerze, wymknęła wam się spod kontroli ta historia. Usłyszeliśmy, że był zamach, potem, że była próba ośmieszenia, a potem, że był spisek. To jest nieodpowiedzialne i niebezpieczne, co robi środowisko PiS. Tutaj mamy dwie rzeczy bardzo niepokojące – oceniła Dorota Olko z Lewicy. Zdaniem posłanki, jeśli „nie zgłasza się takich rzeczy do prokuratury, a potem wycofuje z narracji o zamachu to ludzie niepoważnie traktują tego rodzaju historie”.
Olko zwróciła uwagę, że „gdyby pojawiła się sytuacja niebezpieczna, to wówczas pojawią się głosy, że zostało to wymyślone”. Według polityk „nie bardzo trzyma się kupy narracja” o całowaniu w rękę i truciźnie. – Każdy poważny człowiek, który przeszedłby tego rodzaju zamach, z pewnością na drugi dzień udałby się do lekarza, przeszedł pełne badania od neurologa do proktologa i jeżeli tak rzeczywiście było, to Kancelaria Prezydenta opublikuje wyniki tych badań – mówił Mirosław Suchoń.
Według posła Centrum „to jest raczej bajka z mchu i paproci na użytek elektoratu”. Tłumaczenia Horały i Gajadhura mają jego zdaniem służyć „zamydleniu” sprawy. W trosce o bezpieczeństwo państwa Suchoń zaapelował, aby się z tego wycofać. – Zachęcam, aby pójść po rozum do głowy – podsumował polityk Centrum.
Czytaj też:
Próba otrucia Nawrockiego? Kwaśniewski: Bzdura. To jest dobre do wspomnień na emeryturze Czytaj też:
Nawrocki ujawnił szokujące kulisy kampanii. Były szef BOR: Duże zaskoczenie