Marcin Kierwiński odpowiedział Marcinowi Przydaczowi w kontekście afery w Szpitalu Południowym i uroczystości z 2024 r., po której szefowi MSWiA zarzucono, że był pijany. „Nie miałem ‘przygód’ w busie” – zadeklarował minister spraw wewnętrznych i administracji.
Marcin Kierwiński odpowiedział Marcinowi Przydaczowi w kontekście afery w Szpitalu Południowym i uroczystości z 2024 r., po której szefowi MSWiA zarzucono, że był pijany. „Nie miałem ‘przygód’ w busie” – zadeklarował minister spraw wewnętrznych i administracji.
Portal wpolityce.pl wrócił do sytuacji z maja 2024 r. i uroczystych obchodów Dnia Strażaka. Wówczas głośno było o wystąpieniu szefa MSWiA. Mowa Marcina Kierwińskiego nie była zbyt wyraźna, stąd pojawiły się oskarżenia, że był pijany. Minister spraw wewnętrznych i administracji w mediach społecznościowych poinformował, że po tej sytuacji „natychmiast udał się na komendę Policji, gdzie zbadano go alkomatem”.
Wynik ujawniony również w sieci pokazał, że Kierwiński był trzeźwy. Szef MSWiA podał, że „udał się także na badania do szpitala, żeby już żadnych wątpliwości nie było”. W kontekście afery w Szpitalu Południowym w Warszawie redakcja zapytała Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, czy była to ta placówka. Departament komunikacji zaprzeczył. Dodał też, że Kierwiński „nie przebywał tego dnia w żadnej innej placówce medycznej”.
„W związku z karierą pana Kacprzyka i salonikiem VIP dla polityków KO w SOR Szpitala Południowego zasadne jest dziś przypomnienie, że w dniu pamiętnej nieadekwatności i ‘pogłosu’ towarzyszącemu p. Kierwińskiemu w Dniu Strażaka – twierdził, że udał się on na oddział SOR i wykonał badanie na obecność alkoholu. Pytanie, jakie dziś ciśnie się wszystkim na usta, czy był to SOR w Szpitalu Południowym?” – napisał na platformie X (dawny Twitter) Marcin Przydacz.
„Czy badanie ‘nadzorował’ działacz KO p. Kacprzyk? A jeśli tak, to czy można traktować takie badanie za wiarygodne. Jeśli zaś nie był w szpitalu, to dlaczego kłamał?” – dodał minister w Kancelarii Prezydenta. Szef MSWiA kpił, że „Przydacz to prawdziwy tuz”. „Nawet proste, jednozdaniowe komunikaty są dla niego za trudne. Więc jeszcze raz panie Przydacz, nigdy nie wykonywałem badań w Szpitalu Południowym. Prościej się nie da. I także nie miałem ‘przygód’ w busie” – napisał Kierwiński.
Czytaj też:
Nawrocki ujawnił, co się wydarzyło w trakcie kampanii. „Myśleli, że nie żyję” Czytaj też:
Politycy o próbie otrucia Nawrockiego. „Szczerze, wymknęła wam się spod kontroli ta historia”
Źródło: WPROST.pl / wpolityce.pl