Tegoroczne zbiory rzepaku w Polsce są jednymi z najsłabszych od wielu lat. Problemem nie są wyłącznie niskie plony, ale także bardzo duże zróżnicowanie jakości nasion. Na wielu plantacjach rzepak dojrzewał nierównomiernie, a część surowca ma bardzo niskie zaolejenie i nietypowy kolor. Mówi nam o tym Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych (KZPRiRB).
Tegoroczne zbiory rzepaku w Polsce są jednymi z najsłabszych od wielu lat. Problemem nie są wyłącznie niskie plony, ale także bardzo duże zróżnicowanie jakości nasion. Na wielu plantacjach rzepak dojrzewał nierównomiernie, a część surowca ma bardzo niskie zaolejenie i nietypowy kolor. Mówi nam o tym Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych (KZPRiRB).
Żniwa rzepakowe w Polsce są już praktycznie na ukończeniu. Jak ocenia Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, w północnej Polsce, szczególnie na Warmii i Mazurach, wciąż można spotkać niezebrane plantacje, jednak ich udział jest niewielki. W skali kraju do zbioru mogło pozostać około 10 proc. plantacji. Większość już poszła pod kosę. Ale choć zbiory nie są najlepsze to nie oznacza, że rolnicy do tej uprawy się zrazili. Wprost przeciwnie, areał uprawy pod zbiory roku 2027 będą podobne, jaka w minionym sezonie, czyli jesienią przekroczą 1 mln ha, a nawet zbliżą się do 1,1 mln ha.
Jeden z najgorszych sezonów dla rzepakuZdaniem prezesa KZPRiRB tegoroczne wyniki produkcji wyraźnie pokazują, jak trudne warunki panowały na plantacjach. Największym problemem była przede wszystkim niekorzystna pogoda wiosną, czyli połączenie niskich temperatur i niedoboru wody.
- Jeśli chodzi o stan zbiorów, to jest jeden z najgorszych lat w ciągu ostatnich wielu. Tak złych plantacji i tak marnych plonów to naprawdę już bardzo dawno nie mieliśmy. Na to złożyła się przede wszystkim wiosna – powiedział w rozmowie z portalem farmer.pl Młodecki.
Jeszcze przed rozpoczęciem zbiorów było widać, że potencjał plonowania wielu plantacji został mocno ograniczony. Część rzepaku wymarzła po zimie, zwłaszcza tam, gdzie rośliny nie były chronione przez pokrywę śnieżną. Jednak, jak podkreśla Młodecki, zdecydowana większość plantacji przetrwała zimę i nie kwalifikowała się do likwidacji. Ostatecznie zaorano około 10 proc. zasiewów. Bo jak przypominamy areał rzepaku przeznaczony do zbioru oceniany był w czerwcu przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na około 995 tys. ha, podczas gdy KZPRiRB szacowało powierzchnię zasiewów jesienią na około 1,1 mln ha.
Zimno i susza ograniczyły wykorzystanie azotuKluczowe znaczenie dla późniejszego przebiegu wegetacji miał bardzo długi okres chłodu i niedoboru opadów. Ekspert przypomniał, że od marca, przez cały kwiecień i aż do połowy maja, oczywiście zależnie od regionu, rośliny poddane były trudnym warunkom.
- Ten okres suszy i bardzo zimnej wiosny przez cały marzec, cały kwiecień i do 10-15 maja, w zależności od regionu Polski, spowodował, że te plantacje wyglądały katastrofalnie już wtedy. Mieliśmy nadzieję, że one się zregenerują, że spadnie deszcz. Obsada rzędu trzydziestu kilku roślin na metr kwadratowy jeszcze rokowała, że może być niezły plon. Ale to się nie stało – mówił Juliusz Młodecki.
Zresztą problemem nie była tylko sama obsada. Niska temperatura i brak wody ograniczały również dostępność składników pokarmowych. Szczególnie istotny był azot, którego rośliny nie mogły efektywnie wykorzystać.
- Najpewniej zimno i brak wody spowodowały, że nawozy azotowe były niedostępne, bo nie przemieściły się do strefy korzeniowej. Rzepak w okresie kwitnienia wszedł nierozgałęziony i bardzo niski. Tak niskich plantacji naprawdę dawno nie spotykaliśmy – zauważył w rozmowie z nami.
Dla rzepaku oznaczało to bardzo słaby start w kluczowym okresie budowania potencjału plonowania. Rośliny miały ograniczoną możliwość wytworzenia odpowiedniej liczby rozgałęzień, a późniejsza poprawa warunków nie była już w stanie całkowicie odrobić strat.
Rzepak kwitł nawet trzy razySytuację dodatkowo skomplikowały opady, które pojawiły się od połowy maja. Woda i poprawa warunków umożliwiły części roślin ponowne uruchomienie wzrostu. W efekcie na niektórych plantacjach doszło do bardzo silnego rozciągnięcia faz rozwojowych.
- Od połowy maja zaczęło padać i rzepak na wielu polach przekwitł, a za tydzień zaczął kwitnąć ponownie. Prawdopodobnie uaktywniły się nawozy, zmobilizowały rośliny do dodatkowych rozgałęzień i one ponownie zakwitły. To było fatalne rozwiązanie, ponieważ przełożyło się na bardzo nierówne dojrzewanie – wyjaśnił nasz rozmówca.
Skala zjawiska była miejscami wyjątkowa. Rolnicy w wielu regionach kraju, obserwowali na jednej roślinie jednocześnie łuszczyny znajdujące się na różnych etapach rozwoju oraz kwiaty pojawiające się znacznie później niż na głównych rozgałęzieniach.
- Były rośliny, które miały jednocześnie wypełniające się łuszczyny, zielone łuszczyny i kwitnące kwiaty. Słyszałem nawet o przypadkach, gdzie rzepak zakwitł po raz trzeci, w czerwcu. To pokazuje, jak bardzo rozciągnięta była wegetacja i jak duży problem powstał później ze zbiorem – mówił nam Młodecki.
Kolejnym czynnikiem ograniczającym wynik produkcyjny było silne zachwaszczenie plantacji. Rzadkie łany pozostawiały dużo wolnej przestrzeni, a zastosowane jesienią herbicydy przestawały zapewniać wystarczającą ochronę.
- Do tego dołożyło się w drugiej połowie czerwca i przez cały lipiec wtórne zachwaszczenie plantacji. Było ono skutkiem tego, że plantacje były rzadkie, ziemia była odsłonięta, a herbicydy zastosowane jesienią już nie działały. W efekcie pola były straszliwie zachwaszczone. Od lat nie mieliśmy tak zachwaszczonych pól rzepaku jak w tym roku – zauważył prezes KZPRiRB.
W praktyce oznaczało to kumulację kilku niekorzystnych czynników: niskiej obsady, słabego rozwoju roślin, niedoboru wody, ograniczonego wykorzystania nawożenia, ponownego kwitnienia i nierównomiernego dojrzewania oraz wysokiej presji chwastów.
Nawet 2 t/ha na dużej części plantacjiEfektem była bardzo duża redukcja plonów. Młodecki ocenia, że ubiegłoroczna produkcja wynosiła około 3,6 mln t, natomiast tegoroczny zbiór może być zdecydowanie niższy.
- Wszystko razem spowodowało, że te zbiory są dużo niższe niż były rok temu. Jeśli rok temu zebraliśmy około 3,6 mln t, to teraz oczywiście jest to tylko szacunek, ale jeśli zbierzemy 2,8 mln t, to będzie naprawdę dobry wynik – ocenił Juliusz Młodecki.
To oznaczałoby bardzo poważne ograniczenie podaży krajowego surowca. Według prezesa KZPRiRB różnica może sięgnąć około miliona ton wobec potrzeb rynku żywnościowego i sektora biopaliw.
- Może nam zabraknąć około miliona ton rzepaku, które są potrzebne do zaspokajania potrzeb żywnościowych i biopaliw. Plony często były poniżej dwóch ton z hektara. Gdyby były bliżej dwóch ton, to dotyczy to przynajmniej połowy plantacji w Polsce. Na drugiej połowie plony mogły być między dwoma a trzema tonami. Cztery tony z hektara w tym roku to naprawdę wyjątki – dodał.
Wyższe plony mogły pojawiać się przede wszystkim w regionach, gdzie występowały lepsze warunki glebowe i pogodowe, m.in. na południu i południowym wschodzie kraju. Jednak nie zmienia to ogólnego obrazu tegorocznej produkcji.
Nie tylko plon. Problemem jest także jakość rzepakuTegoroczny sezon przyniósł również bardzo duże zróżnicowanie parametrów jakościowych. Jednym z nich jest zawartość oleju. W niektórych regionach, zwłaszcza na południu Polski, zaolejenie było na przyzwoitym poziomie, bo ok. 42-43 proc. W innych gospodarstwach jakość nasion była jednak zdecydowanie gorsza.
- Zaolejenie jest bardzo zróżnicowane. Mieliśmy sygnały, zwłaszcza z rejonu Polski południowej, że wynosi ono całkiem przyzwoite 42-43 proc. Natomiast tam, gdzie wystąpiło wielokrotne kwitnienie, jakość surowca jest fatalna. Mamy sygnały, że zakłady odmawiają przyjęcia, bo taki surowiec po prostu nie spełnia podstawowych wymagań – mówił nam prezes.
Jednym z najbardziej charakterystycznych objawów jest nietypowy wygląd nasion. Zamiast typowego czarnego koloru część zebranego surowca ma barwę brunatną. To efekt bardzo dużego zróżnicowania faz dojrzewania nasion znajdujących się na różnych rozgałęzieniach rośliny. Pojawia się więc pytanie, co rolnik powinien zrobić z surowcem, który nie spełnia wymagań zakładu tłuszczowego. Zdaniem prezesa KZPRiRB nie należy podejmować pochopnych decyzji o pozbyciu się takiego rzepaku.
- Jeśli nasiona nie spełniają podstawowych parametrów, zakład może ich nie kupić. Jeżeli jednak rzepak jest suchy i przeszedł przez proces czyszczenia, trzeba go zostawić w gospodarstwie i obserwować, co będzie dalej. Wyrzucić zawsze można, ale przestrzegałbym przed takimi pochopnymi decyzjami. Być może w trakcie przechowywania ten rzepak jeszcze się ustabilizuje, ale tutaj trzeba byłoby bardzo specjalistycznej wiedzy – wyjaśnił Młodecki.
Kluczowym warunkiem jest jednak wilgotność. Przy dłuższym przechowywaniu nasiona powinny być odpowiednio suche.
- Rzepak do dłuższego przechowywania musi mieć wilgotność w granicach 8 proc. albo poniżej 8 proc. Przy 9 proc. jest już za wysoko. To, że w handlu funkcjonuje standard 9 proc., nie oznacza, że przy takiej wilgotności można bezpiecznie przechowywać rzepak przez dłuższy czas. Przy około 8 proc. można znacznie bezpieczniej przechować nasiona bez obawy o pogorszenie ich jakości – mówił portalowi farmer.pl Juliusz Młodecki.
Czy rolnicy ograniczą zasiewy rzepaku?Słabe wyniki tegorocznych zbiorów mogłyby teoretycznie zniechęcić część gospodarstw do uprawy rzepaku. Nie ma takich sygnałów. Wprost przeciwnie. Młodecki zwraca uwagę, że rolnicy już przygotowują się do siewów, a rzepak pozostaje ważnym elementem płodozmianu.
- Nie ma sygnału, że ten rok spowoduje odwrót od rzepaku. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że rolnicy muszą mieć twardą skórę. Takie lata czasem się zdarzają w różnych branżach. Ten rok jest dotkliwy i uciążliwy finansowo, bo zrobiliśmy wszystko, a efektów nie ma. Nie mamy jednak sygnału, żeby rolnicy rezygnowali z rzepaku – mówił.
Według niego powierzchnia zasiewów może utrzymać się w granicach 1-1,1 mln ha, a bardziej prawdopodobny jest wynik bliższy 1,1 mln ha. Rzepak jest bowiem mocno zakorzeniony w strukturze płodozmianu wielu gospodarstw.
- Myślę, że powierzchnia zasiewów między milion a milion sto tysięcy hektarów, a raczej bliżej miliona stu tysięcy, będzie utrzymana. Rzepak na trwałe ma swoje miejsce w płodozmianie. Jeśli ktoś obrazi się na rzepak w tym roku i go nie zasieje, to najbliższy zbiór będzie miał dopiero za dwa lata. To jest stabilna roślina w płodozmianie tych około stu tysięcy gospodarstw, które ją uprawiają – ocenia Młodecki.
Co ciekawe, według niego większym problemem dla przyszłości krajowej produkcji rzepaku niż jednorazowo bardzo słabe zbiory może okazać się narastająca presja szkodników i chorób oraz ograniczona dostępność skutecznych środków ochrony roślin.
- To, co nas bardziej martwi, to brak dostępnych i skutecznych środków ochrony roślin. To może zagrozić stabilności powierzchni uprawy w dłuższej perspektywie. Presja szkodników i chorób jest bardzo duża, a zwłaszcza brak dobrych środków insektycydowych i zapraw powoduje, że rzepak wymaga coraz większej liczby zabiegów – powiedział Juliusz Młodecki.