Ta sprawa przypomina scenariusz dobrego dreszczowca – najpierw jest trzęsienie ziemi, a później napięcie rośnie. Mowa o aferze warszawskiego Szpitala Południowego, w której każdego dnia pojawiają się nowe newsy. Zaczęło się od „saloniku VIP” w szpitalu i szybkiej ścieżki przyjęć dla ludzi z legitymacjami KO, a skończyło się (na razie) na biznesie w prosektorium. Jeżeli politycy KO sądzili, że afera będzie powoli wygasać, to chyba się mylili.
Ta sprawa przypomina scenariusz dobrego dreszczowca – najpierw jest trzęsienie ziemi, a później napięcie rośnie. Mowa o aferze warszawskiego Szpitala Południowego, w której każdego dnia pojawiają się nowe newsy. Zaczęło się od „saloniku VIP” w szpitalu i szybkiej ścieżki przyjęć dla ludzi z legitymacjami KO, a skończyło się (na razie) na biznesie w prosektorium. Jeżeli politycy KO sądzili, że afera będzie powoli wygasać, to chyba się mylili.
Pierwszy sondaż preferencji partyjnych po ujawnieniu afery z doktorem Dawidem Kacprzykiem w roli głównej nie jest tragiczny dla KO. Pokazał jednak spadek poparcia dla tej partii poniżej kluczowego progu 30 proc. W najnowszym sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski poparcie dla KO wynosi 29,2 proc., o 0.5 proc. mniej niż w poprzednim badaniu.
– Tragedii nie ma. Obroniliśmy się – mówią działacze Koalicji Obywatelskiej. – Do wyborów sprawa pójdzie w zapomnienie. Ludzie podejmują decyzje wyborcze na miesiąc przed dniem głosowania.
– Moim zdaniem to wszystko jest samooszukiwaniem się – uważa polityk związany z obozem władzy.
Kryzys wokół Szpitala Południowego jest niszczący dla największej partii władzy, czyli Koalicji Obywatelskiej, z trzech powodów. Po pierwsze, rzecz dotyczy opieki zdrowotnej, którą Polacy w każdym badaniu stawiają na pierwszym miejscu swoich potrzeb. Tymczasem jest to obszar, w którym zwykli śmiertelnicy skazani są na wielomiesięczne oczekiwania na wizytę u specjalisty. A jeżeli pechowo wypadnie ona pod koniec roku, to często nie jest zrealizowana, bo placówka wykorzystała już cały kontrakt w NFZ, a za nadwykonania rząd nie chce płacić.
Dzięki dziennikarzom Kanału Zero cała Polska dowiedziała się, że są placówki, gdzie ludzie z legitymacją partyjną wchodzą bez kolejki, wszelki badania są im wykonywane od ręki, a jeszcze czekają na te wyniki w dużo bardziej komfortowych warunkach, niż te, które oferuje poczekalnia na SOR.
Niby wszyscy wiemy, że są takie praktyki w służbie zdrowia. Że wizyta w prywatnym gabinecie otwiera drogę do dalszego leczenia w publicznej placówce. Albo że znajomość z lekarzem, zwłaszcza na stanowisku, ułatwia wejście do systemu.
Ale co innego mieć ogólną wiedzę o mechanizmach, a co innego zobaczyć na własne oczy „salonik VIP” w Szpitalu Południowym i lekarza z legitymacją KO, który to wszystko zorganizował, przy okazji zarabiając ogromne pieniądze.
Po drugie, sprawę ujawniło duże medium z wielkimi zasięgami, które „ciągnie” temat, opisując kolejne nieprawidłowości w Szpitalu Południowym i nie pozwala „zamilczeć” tej afery, co jest ulubioną praktyką władzy.
Zatem do przywilejów warszawskich działaczy KO doszły oskarżenia byłego ordynatora oddziału chirurgii ze Szpitala Południowego, który przekonywał, że alarmował o nieprawidłowościach władze Warszawy, a te nie reagowały. A właściwie zareagowały w taki sposób, że dr Emil Jędrzejewski został zwolniony z pracy.
Ale to nie wszystko, bo dr Jędrzejewski publicznie stwierdził, iż „na SOR ludzie umierali, bo ktoś się uczył”, m.in. wymienił przypadek nieprawidłowej intubacji pacjenta, po której nastąpiły powikłania i zgon.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu
tygodnika Wprost.
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.