O skutecznym pozyskiwaniu kadr w dobie coraz mniejszej ich dostępności, oczekiwaniach młodych pracowników, inwestycjach w technologie, wspieraniu przez polskie państwo firm w ekspansji zagranicznej i o tym, dlaczego dostęp do finansowania zewnętrznego pozostaje w tym barierą rozmawiamy z Wojciechem Trojanowskim, członkiem zarządu Strabagu.

Czy demografia wyrasta na głównego "rozgrywającego" w naszej gospodarce? W styczniu GUS przedstawił dane, że liczba ludności Polski spada niemal nieprzerwanie od 2012 r., przy postępującym zarazem procesie "starzenia się zasobów pracy". A kilka dni temu prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZBP) podał, że w ostatnim roku szkolnym liczba uczniów w zawodach budowlanych spadła o blisko 4 tys., a liczba nowych uczniów w pierwszych klasach zmniejszyła się niemal o połowę.
- Demografia dotyka całej gospodarki - i to w kilku aspektach. Po pierwsze: poprzez obciążenie systemu emerytalnego i finansów publicznych. Musimy mieć świadomość, że reforma emerytalna sprzed 9 lat jest zaciągnięciem długu wobec kolejnych pokoleń rzędu kilkudziesięciu miliardów zł rok do roku.
Wskutek takiej, a nie innej demografii nasze finanse publiczne będą z roku na rok coraz bardziej obciążone, co będzie prowokowało mniej możliwości finansowania innych celów, gdyż to sztywne wydatki, których trudno uniknąć. Przedsiębiorcy w średniej czy długiej perspektywie muszą to też brać pod uwagę.
Z drugiej strony mówimy o coraz mniejszej dostępności pracowników. Fakt, że rok w rok 200 tys. osób będzie odchodziło z rynku pracy stanowi duże wyzwanie.
No i wreszcie trzeba brać też poprawkę, że model konsumpcji w skali całej gospodarki będzie inny niż do tej pory, ponieważ to osoby starsze będą decydować o priorytetach wydatkowania pieniędzy. Dużo więcej będziemy potrzebować inwestycji w infrastrukturę zdrowotną, a być może z czasem mniej inwestycji np. w edukację szkolną czy też przedszkola.
Jak w tej sytuacji polskie firmy radzą sobie z coraz mniejszą dostępnością pracowników, w tym specjalistów? Czy ten problem dotyka i państwa przedsiębiorstwa?
- Jako branża budowlana cały czas zachęcamy młode osoby do wybierania ścieżki zawodowej związanej z naszym sektorem. Uważamy, że obecnie oferuje on atrakcyjne miejsca pracy. Poprzez klasy partnerskie już na poziomie szkół branżowych staramy się przekonać młode osoby, żeby chciały pracować w branży, no i oczywiście dla nas.
Różnego rodzaju partnerstwa mamy również z uczelniami wyższymi. W politechnikach prowadzimy działania w programie Strabag University. Aby nasza aktywność była w tej mierze skuteczna, także jako cała branża budowlana, pracujemy nad jej wizerunkiem, aby nie kojarzyła się ona wyłącznie z chodzeniem w gumiakach po błocie...
Dziś nasz sektor naprawdę oferuje nowoczesne, w dużej części zdigitalizowane miejsca pracy. Są w nim nowe technologie, drony, cyfrowe narzędzia od składania ofert po zakupy i sterowanie maszynami na budowie.
Uważamy, że jesteśmy w stanie płacić konkurencyjne stawki, choć trzeba tu zaznaczyć, że ta zdolność jest trochę uzależniona od stabilności rynku zamówień publicznych. Jeżeli zamawiający publiczny doprowadza do tego, że np. mamy trzy lata przerwy w kontraktach kolejowych, to powoduje, że ta specjalność nie jest specjalnie popularna wśród studentów, bo nikt nie chce iść do pracy w sektorze, gdzie nie ma pewnych inwestycji... A zatem ta świadomość musi być po wszystkich stronach procesu budowlanego, bo wyszkolonych kadr będzie brakować i zamawiającym, i nam.
Żeby namówić młodych ludzi, by wiązali swoją przyszłą karierę zawodową z budownictwem kolejowym, trzeba być wiarygodnym na tym rynku i trzeba realizować wspomniane inwestycje. I owszem: one są w tej chwili realizowane, ale w przeszłości bywało różnie.
Co - poza wynagrodzeniem - decyduje dziś o skutecznym przyciąganiu kadr? Wspomniał pan już o wizerunku danej branży i realnej szansie, by zdobyte umiejętności były wykorzystane na rynku.
- Wynagrodzenie zawsze jest bardzo ważną (jeśli nie najważniejszą), ale częścią pewnego pakietu, po którym ocenia się pracodawcę. Ważna pozostaje też stabilność i pozycja pracodawcy. Istotne są możliwości rozwoju; obserwujemy, że młodzi ludzie inaczej podchodzą do pewnej elastyczności pracy.
Wiemy, że budowy nie da się zrobić z domu, ale jednak ileś funkcji można obecnie w ten sposób wykonywać. Tu mamy dosyć trudne dyskusje... Chyba nie tylko nasza branża, ale wszystkie czują, że kierunek home office, przyspieszony wskutek covidu, niezbyt korzystnie wpływa na wydajność zespołów pracujących zdalnie.
Wiadomo, że każdy chce mieć nowoczesne miejsca pracy, pracować w dobrej firmie, świadomej również na inne wyzwania, chociażby związane z ekologią, ze zrównoważonym rozwojem, rozwijającą technologię, oszczędzającą energię, firmą wrażliwą społecznie i zaangażowaną w społeczne projekty, dobrze traktującą pracowników zarówno w kwestii rozwoju, ale też wartości, które firma respektuje...
W tych wszystkich aspektach staramy się być jednym z liderów branży. Oferujemy pewne warunki płacy, pracy i rozwoju zawodowego. Mamy określone wartości, których chcemy przestrzegać. I swoją agendę dojścia do zeroemisyjności.
Zwracamy uwagę na technologie, dajemy naszym pracownikom szansę rozwoju, jeżeli chodzi o cyfrowe miejsca pracy. Zorganizowaliśmy na przykład zespoły dronowe i zespoły opracowujące modele BIM... Traktujemy budownictwo jako swego rodzaju Przemysł 4.0. Żeby być skutecznym na tak bardzo konkurencyjnym rynku nie możemy nie inwestować w nowe technologie oraz w nowe sposoby realizacji kontraktów.
Wiemy, że pracownicy są coraz drożsi, a ich dostępność będzie mniejsza. Chcemy jak najefektywniej wykorzystywać ich umiejętności i wiedzę.
Kontynuując wątek pozyskiwania pracowników: czy i jak polskie firmy - oceniając en bloc - radzą sobie z naborem kadr? Czy w grę wchodzi ściąganie ich z krajów azjatyckich? Ewentualnie, czy można liczyć na dalsze zatrudnianie Ukraińców bądź powroty Polaków z emigracji?
- Oczywiście powinniśmy się cieszyć z powrotu Polaków z emigracji, przy czym pamiętajmy, iż jeżeli te osoby wyjechały 20 lat temu, to dzisiaj także są 20 lat starsze. A zatem to w jakiś znaczący sposób trendów demograficznych nam nie zmieni.
A pracownicy z Ukrainy... Uważam, że jeżeli dojdzie do zamrożenia konfliktu czy jego pokojowego rozwiązania w tym kraju, to i tak spora część tych osób zostanie w Polsce. Wydaje się naturalne, że jeśli ktoś ułożył już sobie życie w danym miejscu, to trudno będzie mu wracać. I myślę, że my ze swej strony powinniśmy pracować nad tym, aby jak najwięcej tych osób w Polsce zostało.
Generalnie: tak czy inaczej wydaje się, iż jesteśmy skazani na imigrację pracowników, bo demografia będzie cały czas postępować w niekorzystnym dla nas kierunku. Wpływ zatrudnionych osób z Ukrainy czy z innych krajów na polską gospodarkę jest pozytywny. Pracownicy ukraińscy w znaczący sposób wnoszą wkład w polski PKB, w polskie podatki, w polski VAT; są zdecydowanie wartością dodaną, a nie obciążeniem dla gospodarki. Pozostają w niej niezbędni - czy komuś się to podoba, czy nie. Takiego jasnego przekazu trochę brakuje w publicznej debacie.
Z jednej strony: malejące zasoby, z drugiej - rosnące koszty. Jakie reperkusje zarówno u was w firmie, jak też szerzej w gospodarce powoduje - bądź może spowodować - sukcesywny przyrost kosztów pracy?
- Po prostu: nasze ceny i nasze usługi będą relatywnie coraz droższe. To widzimy od lat, a schodząc na poziom bardzo osobistych doświadczeń: budowa domu pięć lat temu, a taka sama budowa teraz, to zupełnie inne koszty. Dotyczy to zarówno materiałów, jak i kosztów pracy na budowie. A zatem w naszych ofertach element kosztów pracy będzie coraz większy. Zwłaszcza jeżeli do tego dodamy koszty energii, które w Polsce horrendalnie wysokie i rosnące.
A jeżeli dołożymy jeszcze geopolityczne zawirowania, kolejne wojny, konflikty, powodujące globalny wzrost cen nośników energii (co ma bezpośrednie przełożenie zarówno na cenę paliw, jak i np. na cenę asfaltu w Polsce) i uwzględnimy nawet te nasze połowiczne wskaźniki waloryzacyjne w kontraktach, no to wyceny naszej pracy będą wzrastać. Tym ważniejsze jest zatem zautomatyzowanie pracy, a ze strony zamawiających - znów to podkreślę - publicznych dobre zaplanowanie przetargów i eliminacja tzw. "górek i dołków", ponieważ dużo łatwiej się wtedy gospodaruje wszystkimi zasobami, nie tylko zasobami pracy.
Wspomniał pan już o kwestiach związanych z cyfryzacją. Jak pan w ogóle ocenia proces inwestycji w technologie w naszej gospodarce - np. w automatyzację, robotyzację, chmurę i cyfryzację, w tym rozwiązania AI? W jakich działach polskiej gospodarki można wykorzystać AI, a w jakich jest to trudniejsze?
- Sztuczną inteligencję można wykorzystać wszędzie i właściwie wszędzie się ją stosuje. Chociażby w procesach administracyjnych, które na rynku zamówień publicznych mają duże znaczenie. AI można pożytkować w ocenie dokumentacji ofertowej, ale także w procesach rekrutacyjnych, zakupowych czy w przypadku funkcji back office'owych, związanych z obsługą IT.
Jeśli natomiast idzie o ogólną ocenę inwestycji w technologię w naszej gospodarce, to widać wiele sektorów w Polsce, gdzie znajdujemy się w bardzo przyzwoitym miejscu, wskażę tu choćby sektor usług finansowych czy sprzedaż. Mamy już także całkiem nieźle zdigitalizowaną administrację publiczną - szczególnie w porównaniu do państw "starego Zachodu" - więc jesteśmy pewnie gdzieś pewnie pośrodku grupy państw... Ogólnie: uważam, że polskie przedsiębiorstwa bardzo dużo i bardzo szybko inwestują w ten obszar.
To może być też jakaś metoda na niedostatki kadrowe?
- Oczywiście! To już jest częściowo metoda na niedostatki kadrowe, ale w poszczególnych działach i obszarach, np. my choć z roku na rok zwiększamy zatrudnienia jako grupa, to nie powiększamy go w działach kadrowo-finansowych.
Jak pan postrzega konieczność skalowania działalności i ekspansji międzynarodowej w skali polskiej gospodarki?
- Jako Strabag w Polsce koncentrujemy się, rzecz jasna, na działalności w kraju, w skali zaś makro skalowanie działalności na różnych rynkach w wielu sektorach stanowi już standard - i wiele polskich sektorów wychodzi na zewnątrz. Mówimy o coraz większej liczbie przejęć innych firm za granicą przez polskie podmioty, co 10 lat temu było praktycznie niespotykane.
W przypadku sprzedaży produktów czy usług na rynku globalnym od lat Polska jest jednym z liderów w tworzeniu gier komputerowych - i tutaj skalowalność globalna jest wręcz niezbędna. Inny przykład: dla takich spółek jak np. ElevenLabs polski rynek w ogóle nie jest targetem, jest nim jest wyłącznie rynek globalny.
Mamy już wiele tego typu firm, dla których w ogóle nie ma czegoś takiego jak "ekspansja zagraniczna", bo one od początku działają tylko i wyłącznie w skali globalnej czy ponadkrajowej.
Szansą na skalowanie polskich biznesów na rynkach, gdzie jesteśmy bardzo mało obecni, stała się także - wbrew temu, co dominowało u nas w debacie publicznej - umowa Mercosur.
W tym przypadku skupiliśmy się na aspekcie ochrony polskiego czy ogólnie europejskiego rynku żywnościowego, a zupełnie nam uciekła możliwość dostępu z towarami przemysłowymi czy z usługami do kilkuset milionów konsumentów w Ameryce Południowej... W sektorze automotive, gdzie polskie firmy funkcjonują na ogół jako kooperanci, mamy przecież szansę skalować produkcję, bo jeżeli jakieś podzespoły są gdzieś produkowane i montowane, to odbywa się to na potrzeby globalnej sprzedaży poszczególnych dużych firm.
W jakim stopniu polskie firmy odczuwają w ostatnich latach konkurencję ze strony Chin? I czy przesuwanie się Chin coraz wyżej w łańcuchach dostaw jest groźne dla gospodarki Polski i Unii Europejskiej?
- Na przykładzie branży automotive widzimy, że ekspansja chińska stała się zauważalna i groźna. A sądząc po popularności chińskich platform zakupowych oraz puli ofert, jakimi dysponują, to zagrożenie dla przemysłu unijnego pozostaje rzeczywiście bardzo duże. I wydaje się, że ta kwestia jest nareszcie cały czas mocno zauważana przez Komisję Europejską. Już nie mówimy tylko o cłach, ale o całym łańcuchu wartości czy emisyjności. To w jakiś sposób ma odpowiedzieć na zarysowane wyzwania.
Czy jeżeli Chinom dzięki polityce niskich cen uda się zredukować konkurencję europejską, to czy po pewnym czasie - przy korzystaniu z pozycji monopolisty - można się spodziewać dyktatu cenowego ze strony tego państwa?
- Myślę, że tak będzie, bo to normalne wykorzystanie przewag rynkowych. Najpierw się rynek zdobywa, a potem się z niego korzysta... Musimy być też świadomi, że europejskie firmy kiedyś nie robiły przecież niczego innego.
Jak państwo polskie pomaga firmom w ekspansji zagranicznej?
- Obserwuję od kilku lat bardzo pozytywną zmianę w tej mierze i wydaje mi się, że wieloletnie narzekania o braku w Polsce dyplomacji gospodarczej trochę już się zdezaktualizowały.
Widać zarówno zaangażowanie obecnego ministra finansów i gospodarki w misje zagraniczne, jak też chęć systemowego wsparcia ekspansji zagranicznej polskich firm poprzez PAIH i jej biura zagraniczne, a także poprzez KUKE i Polski Fundusz Rozwoju, który dosyć mocno wspiera akwizycje zagraniczne. Widać też w Ministerstwie Rozwoju i Technologii dużą świadomość, jeżeli chodzi o przyciąganie inwestycji, ale i ekspansję polskich firm za granicę.
Można to także zaobserwować chociażby na gruncie kontaktów z rządem ukraińskim, czego sam doświadczyłem uczestnicząc w wyjeździe rządowym, gdzie jednym z głównych tematów stały się kwestie związane z budownictwem i infrastrukturą po wojnie oraz planami, aby uregulować część tych rzeczy w polsko-ukraińskiej umowie rządowej.
Czy unijne regulacje wspierają równą konkurencję w handlu międzynarodowym? Czy planowane cła wyrównawcze CBAM mogą skutecznie skorygować niekorzystne relacje cenowe między produktami unijnymi i głównie azjatycką konkurencją?
- Unia ma do dyspozycji pewne instrumenty, jak chociażby cła wyrównawcze, ale one są - w mojej ocenie - niewystarczające, gdyż konkurencyjność towarów z Azji pozostaje dużo większa niż nakładane cła. I tu jest problem związany z produkcyjną towarów w Europie.
W jakim stopniu Europa może uniezależnić się od dostaw z Chin i innych krajów Azji? Czy liczą państwo na namacalne efekty - ogłoszonych w 2025 r. po publikacji raportu Draghiego - programów reindustrializacji czy tzw. strategicznej autonomii UE?
- Raport Draghiego ma już dwa lata i - niestety - dalej jest diagnozą i postulatem... Podkreślam: nie chodzi o to, by się zupełnie uniezależnić od eksportu z Azji, lecz o to, żeby stworzyć takie same warunki gry - i tutaj akurat rynek zamówień publicznych idzie w dobrym kierunku (może małymi krokami, bo to jednak domena poszczególnych państw).
Po wyroku TSUE dotyczącym Kolin Inşaat Turizm widoczna jest refleksja: dlaczego wydawać europejskie pieniądze na rzecz azjatyckich firm i dlaczego one - powołując się na równy dostęp do wolnego rynku - mają być beneficjentami transparentności i konkurencyjności rynku europejskiego?
Po to asygnujemy te pieniądze, aby mieć lepszą infrastrukturę, bardziej produktywną gospodarkę, ale również po to, by budować europejskie firmy... A zatem tu akurat zmierzamy w dobrym kierunku. Prawo, ale też optyka i filozofia zamówień publicznych, dostrzega konieczność preferowania lokalnych podmiotów.
Czy dostęp do finansowania zewnętrznego jest barierą dla wzrostu polskich firm, ale też w szybkiej ekspansji?
- Finansowanie zdecydowanie limituje ekspansję polskich firm. Tu w grę wchodzą tradycyjne zasady ekonomii: im bardziej zadłuża się państwo, tym mniej pieniędzy pozostaje dla biznesu prywatnego - i tym mniejsze jest zainteresowanie banków finansowaniem prywatnych projektów.
Jeżeli można kupić obligacje Skarbu Państwa i czerpać z tego odsetki, specjalnie się nie narażając na ryzyko, to apetyt na finansowanie prywatnych podmiotów maleje. Dlatego tak ważna jest misyjność niektórych podmiotów typu PFR czy BGK. To właśnie rola tych instytucji: stać się przewodnikiem dla polskich firm, dającym kapitał na ich rozwój. Bez takiego liderowania przez wspomniane instytucje byłoby jeszcze gorzej...
Pamiętajmy bowiem, że mała skłonność instytucji finansowych do finansowania ekspansji to jedno, a drugie - fakt, że stopy procentowe w złotych są realnie i tak dużo wyższe niż w euro - i to też jest bariera dla ekspansji zagranicznej.
Czy stosunkowo niskie zadłużenie zewnętrzne polskich firm świadczy o zachowawczości w działaniu, w tym ostrożności - zdecydowanym priorytecie angażowania łatwo dostępnych lub tanich źródeł?
- Świadczy o kilku rzeczach... Trochę o zachowawczości w działaniu, ale owo niskie zadłużenie wynika też z tego, że mało jest instytucji, które chcą dać kredyt na dalszą ekspansję lub dają go na takich warunkach, że firmy rezygnują, uznając, że po co im kolejny kłopot. I tworzy się swego rodzaju zamknięty krąg.
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Przemysł nie może ruszyć z miejsca, ale pensje fachowców sięgają już 57 tys. zł | 0 | 7 | 18-06-2026 |
| 2 | Młoda polska fabryka nie zwalnia tempa. Czeka ją dalsza automatyzacja | 0 | 6 | 24-09-2025 |
| 3 | "Nowoczesny patchwork" może być specjalnością i wielką szansą dla polskich firm | 0 | 5 | 19-12-2025 |
| 4 | „Nie da się postawić domu bez fundamentów”. Cyfrowa transformacja przemysłu wymaga strategii | 0 | 7 | 14-10-2025 |
| 5 | Przemysł musi uważać na autonomiczne roboty. Potrzebna jest pilna zmiana prawa | 0 | 7 | 27-10-2025 |
| 6 | Rynek komponentów elektronicznych wciąż ucieka Europie. Szukamy wyjścia w automatyzacji procesów | 0 | 5 | 24-11-2025 |
| 7 | Ostatni dzwonek by uratować Polskę. Braun: Skutki będą nieodwracalne | -2 | 3 | 13-06-2026 |
| 8 | Boom na budowach trwa, a ludzi brak. Firmy płacą nawet 36 tys. zł miesięcznie | 0 | 7 | 03-07-2026 |
| 9 | Nadchodzi nowa era rynkowa dla OZE i magazynów energii. „Warto być pierwszym" | 5 | 7 | 04-11-2025 |
| 10 | Tyle naprawdę zarabiają Polacy. Prawie dwa tysiące mniej | 0 | 5 | 01-07-2026 |