W ostatnich miesiącach nie było bardziej wyczekiwanego kontraktu. Za prawie 15 miliardów złotych wojsko kupi ochrzczoną kryptonimem San paletę różnego rodzaju uzbrojenia i sprzętu do wykrywania i zwalczania dronów. Dostarczy je w ciągu dwóch lat polski przemysł państwowy i prywatny ze znaczącym udziałem Norwegów. Już teraz przedstawiciele rządu myślą o eksporcie tego rozwiązania.
San to kryptonim, jaki wojsko nadało nowemu programowi w ramach budowy wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej. Tak się składa, że poszczególne elementy tej układanki dostają w Polsce kryptonimy od nazw rzek. Najwyższe piętro, czyli obrona powietrzna średniego zasięgu, to Wisła, średnie piętro, czyli krótki zasięg – Narew, a dotychczas najniższe piętro, czyli zasięg bardzo krótki – to Pilica. Teraz ma zostać dołożona jeszcze niższa warstwa – będzie nią właśnie San. Jak mówią wojskowi, będzie to system przeciwlotniczy z możliwością zwalczania bezzałogowych statków powietrznych.
Rosyjskie drony nad Polską i sojusznicza odpowiedźPotrzeba stworzenia czegoś takiego stała się jaskrawo widoczna po nocy z 9 na 10 września 2025 roku. Wtedy polska przestrzeń powietrzna została wielokrotnie naruszona przez rosyjskie bezzałogowce na niespotykaną dotąd skalę. Wojsko naliczyło 21 przekroczeń polskiej granicy. W przypadkach, gdy drony stanowiły bezpośrednie zagrożenie, były zestrzeliwane przez polskie i sojusznicze lotnictwo – nieoficjalnie wojskowi mówili o trzech lub czterech zestrzeleniach.
W akcji wzięły udział holenderskie samoloty wielozadaniowe F-35, które były wtedy w Polsce w ramach NATO-wskiego wzmocnienia. Użyły pocisków rakietowych AIM-9 Sidewinder i/lub AIM-120 AMRAAM, z których jeden kosztuje setki tysięcy lub kilka milionów dolarów. Choć lotnictwo zadziałało, to jasne się stało, że brakuje tanich środków to niszczenia niezbyt wyrafinowanych dronów. Systemy takie jak Wisła czy Narew, które powstają w pierwszej kolejności, są bowiem skrojone pod znacznie bardziej wymagające cele – przede wszystkim rakiety balistyczne, pociski manewrujące i samoloty odrzutowe przeciwnika.
Decyzja rządu i zapowiedzi MONJeszcze pod koniec września rząd podjął decyzję, która pozwoliła na przyspieszenie zakupów systemów antydronowych, jak i samych dronów. Uznano, że stanowią one "istotny interes bezpieczeństwa państwa", a to oznacza, że nie trzeba stosować Prawa zamówień publicznych. Wojsko sięgnęło po procedurę pilnej potrzeby operacyjnej, czego praktyczna konsekwencja jest taka, że dostawy muszą się zakończyć w dwa lata od podpisania umowy.
Samo doprowadzenie do podpisania umowy trwało jednak dłużej niż zapowiadali politycy. Jeszcze pod koniec września w Sejmie wiceminister obrony Cezary Tomczyk (KO) mówił: "W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy będziemy mieli do czynienia z podpisaniem całego szeregu umów, który dotyczy zabezpieczenia Rzeczpospolitej Polskiej, jeżeli chodzi o systemy antydronowe i systemy rozpoznania". Nieco ponad miesiąc później w wywiadzie dla WNP wiceminister zapowiadał: "W listopadzie ogłosimy nowy, szeroki program ochrony przed bezzałogowymi systemami uzbrojenia".
Wreszcie w ostatnich dniach na horyzoncie zaczęło majaczyć podpisanie umowy. Najpierw we wtorek przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk, wymieniając program San, powiedział, że "jak wszystko dobrze pójdzie, jeszcze w tym tygodniu będziemy z panem premierem inicjowali to wielkie przedsięwzięcie". Z kolei w środę wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że program obrony antydronowej zostanie ogłoszony najprawdopodobniej w piątek. W czwartek po południu termin ten potwierdziły Ministerstwo Obrony Narodowej i kancelaria premiera.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz Fot: Leszek Szymański / PAPNiepewność w wypowiedziach premiera i wicepremiera brała się najpewniej z tego, że jeszcze w tym tygodniu trwały ostatnie prace nad umową. Swoje uwagi do jej postanowień wniosła bowiem Prokuratoria Generalna Rzeczypospolitej Polskiej, czyli instytucja, która dba o interes Skarbu Państwa przy wielkich zakupach. To normalna procedura także przy zamówieniach obronnych. Ostatnie szlify umowie nadawano w czwartek.
Kontrakt będzie wart niecałe 15 miliardów złotych. Agencja Uzbrojenia podpisze go z konsorcjum złożonym z państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz norweskiego Kongsberga, ale na zamówieniu zarobią też inne firmy, w tym polska prywatna Advanced Protection Systems (APS), którą w rządowym komunikacie określono mianem kluczowego podwykonawcy.
Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota Fot. Studio PTWP- Budujemy z większościowym udziałem polskiego przemysłu system, którego dzisiaj nikt nie ma w Europie – skomentował dla WNP Konrad Gołota, wiceminister aktywów nadzorujący państwową zbrojeniówkę.
Natomiast prezes PGZ Adam Leszkiewicz powiedział WNP, że Grupa jako lider konsorcjum wraz z partnerami "bierze na siebie niezwykle trudne i odpowiedzialne zadanie". - Stworzymy rzeczywistą osłonę przed wrogimi statkami powietrznymi, złożoną z zestawów wykrywania, identyfikacji i likwidacji zagrożeń – dodał.
W ocenie wiceministra Gołoty "polski przemysł stanął na wysokości zadania". – Kiedy drony wtargnęły do Polski, natychmiast zrobiliśmy przegląd wszystkich możliwości, jakie mamy w ramach polskiego przemysłu obronnego. Tego, nad czym pracujemy, i tego, co w danej chwili jesteśmy natychmiast w stanie dostarczyć siłom zbrojnym do ochrony granicy – dodał wiceszef MAP.
Podobnie prezes PGZ zaznaczył, że system będzie w większości złożony z polskich komponentów. – Będzie efektem polskiej myśli technicznej i pracy naszych inżynierów z Warszawy, Tarnowa, Śląska czy Wrocławia – zaznaczył.
Prezes PGZ Adam Leszkiewicz. Fot. PTWPCzy można było podpisać umowę wcześniej? Wiceminister Gołota nie chciał odpowiadać za inne resorty, ale podkreślił, że dla przemysłu tempo było "ekstremalnie wysokie".
Rakiety, karabiny i działka– Nikt dzisiaj na świecie nie ma skutecznie działającego systemu antydronowego, jaki my będziemy budowali. Jesteśmy w tej kwestii pionierami. W ciągu kilku miesięcy ten system został zaprojektowany. Zostało sprawdzone, czy można go zintegrować. Zostało to wynegocjowane i dzisiaj zostaje podpisane z niezwykle krótkim terminem dostawy, de facto dwa lata – wyliczał.
O tym, co kupujemy, jako pierwsza napisała "Rzeczpospolita. W WNP nie tylko potwierdziliśmy te dane, ale i mamy więcej szczegółów.
Na system San będzie się składać mieszanka radarów, systemów dowodzenia i kierowania ogniem oraz rozmaitych – jak mówią wojskowi – efektorów. Z jednej strony to uzbrojenie lufowe i rakietowe, z drugiej – systemy, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają łączność operatora z dronem, a przez to czynią go bezużytecznym.
MON kupi lądowe wyrzutnie do amerykańskich lotniczych rakiet APKWS. To znana od nieco ponad dekady broń, która powstała przez modyfikację używanych od lat 70. XX wieku niekierowanych pocisków Hydra. Otrzymały one po prostu zestawy do precyzyjnego naprowadzania. Polska kupiła już te relatywnie tanie pociski w Stanach Zjednoczonych, ale z myślą o uzbrojeniu śmigłowców Apache i AW149. Przesunięcie ich do systemu San oznacza, że trzeba będzie dokupić nowe w USA.
Elementem systemu San będą też wielolufowe karabiny maszynowe WLKM kalibru 12,7 mm z Zakładów Mechanicznych Tarnów należących do PGZ. To broń dysponująca czterem obracanymi elektrycznie lufami, dzięki czemu teoretyczna szybkostrzelność to kilka tysięcy strzałów na minutę. Dlatego przez producenta i polityków bywa niekiedy pompatycznie nazywana "potworem z Tarnowa". Chodzi jednak o to, że wystrzelenie wielu pocisków w krótkim czasie zwiększa prawdopodobieństwo trafienia w cel, a z tym lufowa obrona przeciwlotnicza zawsze miała największy problem.
Wielolufowy karabin maszynowy WLKM 12,7 mm z oferty Zakładów Mechanicznych Tarnów Licencja: Rafał Lesiecki / PTWPSam karabin jest na razie nowością, ale jego produkcję można w stosunkowo krótkim czasie rozkręcić w Tarnowie. Plusem tego rozwiązania jest także produkowana w kraju amunicja.
Armaty i amunicjaKolejnym filarem systemu San mają być szybkostrzelne działka kalibru 30 milimetrów. Dostarczy je norweski Kongsberg, który w ubiegłym miesiącu deklarował możliwość uruchomienia w Polsce produkcji zdalnie sterowanych wież z tym uzbrojeniem. Razem z działkami Norwegowie mają dostarczyć także amunicję. W Polsce bowiem, choć są produkowane 30-mm naboje do działek Rosomaków i Borsuków, to nie są to pociski przeciwko celom powietrznym – rozszczepiające się w locie, dzięki czemu rośnie prawdopodobieństwo trafienia przez chmurę odłamków.
Czy możliwa jest produkcja tej amunicji w Polsce? – Będziemy szybko nad tym pracowali. Być może nie wszystko się u nas da wyprodukować, ale proszę pamiętać, że niektóre rzeczy można zacząć w pełni wdrażać i produkować wtedy, kiedy są zamówienia – odpowiada Konrad Gołota.
Uzupełnieniem będą działka SA-35 kalibru 35 milimetrów ze stołecznego PIT-Radwaru. To zaadaptowana na ciężarówkę wersja armaty znanej z niszczycieli min typu Kormoran.
Samobieżna armata SA-35 z oferty firmy PIT-Radwar Fot: Materiały prasowe / PIT-Radwar Rosomak z bonusem, Jelcz z kłopotamiSan ma być rozwiązaniem bardzo mobilnym. Wszystkie elementy znajdą się na pojazdach. Będą to terenowe Legwany ze spółki Rosomak w Siemianowicach Śląskich, oparte na konstrukcji południowokoreańskiej KIA. W ramach programu San wojsko ma zamówić ponad 300 Legwanów. Dla Rosomaka to będzie niejako bonus – zamówienie, które nie było przewidziane, gdy we wrześniu firma podpisała umowę ramową na 1266 pojazdów do 2035 roku.
Nośnikami cięższych systemów będą ciężarówki Jelcza. To potencjalny problem, bo spółka przyznaje się, że nie wyrabia się z realizacją już podpisanych umów. Od grudnia ma nowy zarząd.
– W Jelczu jest wdrożony program naprawczy. Wymieniliśmy zarząd. Spotykam się z nimi w poniedziałek – powiedział wiceminister Gołota.
– Będziemy analizowali wszelkie możliwe sposoby, żeby przyspieszyć produkcję i wszystkie zamówienia zrealizować w czasie – dodał. Zwrócił przy tym uwagę na możliwość umieszczenia również produkcji w Autosanie w Sanoku, który podobnie jak Jelcz należy do Huty Stalowa Wola, oraz w Raciborzu, w halach po dawnym Rafako.
Oficerowie, z którymi rozmawialiśmy nieoficjalnie, liczą się z tym, że trzeba będzie przesuwać na potrzeby programu San ciężarówki Jelcza już zamówione z myślą o innych, mniej pilnych potrzebach.
Załadunek pocisków APKWS do wyrzutni lotniczej. Fot: Cpl. Jesus Menchaca / DVIDSHUB / CC0 (Public domain/Domena publiczna) Uzbrojenie dla dywizji i do obrony PatriotówMON zamówi łącznie 18 baterii. Każda złożona z trzech plutonów ogniowych plus pluton dowodzenia i wsparcia. Wojskowi nie mówią o szczegółach konfiguracji baterii, ale wiadomo, że w każdym plutonie będą mieszały się różne środki oddziaływania, żeby zapewnić jak największą elastyczność. Każdy pluton ma być jak najbardziej mobilny i samodzielnie wykrywać, śledzić i identyfikować cele, żeby w razie potrzeby mógł działać bez czekania na rozkazy z góry.
Cztery baterie mają składać się na jeden dywizjon. Po jednym dywizjonie ma trafić do każdego z pułków przeciwlotniczych, jakie są w czterech dywizjach Wojsk Lądowych. Dwie pozostałe baterie mają natomiast zostać przydzielone do dywizjonów uzbrojonych w amerykańskie systemy obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej Patriot. Tym samym system San będzie wykorzystywany do chronienia systemu Wisła, bo to jego trzonem są Patrioty.
MAP już myśli o eksporcieJak już wspomnieliśmy, dostawy w programie San powinny się zakończyć w ciągu dwóch lat. Pierwsze baterie wojsko ma otrzymywać jeszcze w tym roku, ale zdecydowana większość dostaw to rok 2027.
Ponieważ program narzuca wysokie tempo realizacji, to wojskowi przyznają, że pewnie trzeba będzie wprowadzać poprawki do zaprojektowanych systemów. Wolą jednak szybciej otrzymać rozwiązanie po prostu dobre, niż znacznie dłużej czekać na idealne.
Nie przeszkadza to jednak już teraz myśleć o eksporcie. – Nabywamy zdolności, których na dzisiaj nie prezentuje nikt inny i chcemy, aby stał się to system modelowy, który będziemy mogli oferować do innych krajów jako rozwiązanie sprawdzone, przetestowane, zintegrowane – powiedział WNP wiceminister aktywów Konrad Gołota.
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Obrona powietrzna Polski będzie kompletna? Program San jako brakujące ogniwo | 0 | 10.25 | 30-01-2026 |
| 2 | Pierwszy etap SAFE zakończony. Do polskiego przemysłu obronnego trafi 120 miliardów złotych | 0 | 11.26 | 01-06-2026 |
| 3 | Kolejne miliardy na wojsko wydane. Agencja Uzbrojenia podpisała 5 umów | 0 | 12.18 | 29-05-2026 |
| 4 | Mobilna łączność za kilka miliardów i nie tylko. Co wojsko kupi za pożyczkę z SAFE | 0 | 9.85 | 20-02-2026 |
| 5 | Wojsko ma rozwiązane ręce, więc szuka prawie 15 milionów sztuk tej broni | 0 | 11.26 | 03-03-2026 |
| 6 | Wojsko otrzyma m.in. systemy informatyczne i meteorologiczne finansowane z programu SAFE | 0 | 7.46 | 30-05-2026 |
| 7 | Wojsko kupuje setki tysięcy polskich min. "Zamówienie na niespotykaną dotąd skalę" | 0 | 8.55 | 29-04-2026 |
| 8 | Kolejne miliardy z SAFE wkrótce do wydania. Te umowy MON chce zrealizować najszybciej | 0 | 10.72 | 02-06-2026 |
| 9 | Wybuchowe kontrakty podpisane. Posłużą m.in. zabezpieczeniu naszej wschodniej granicy | 0 | 9.89 | 29-05-2026 |